mieliśmy plan na niedzielę - Beskidy. Ale znowu coś mi nie pasowało, by tam jechać. Odkurzyłem stare pomysły i wpadłem na to, by pojechać pociągiem do Nędzy, przejechać całe Rudy Raciborskie do Gliwic i stamtąd już wrócić do domu. Pani była sceptyczna, ale mówi "spróbujemy". Znamy trasę, jedźmy. Niedziela rano, pociąg niemal pusty. Na końcu przedziału jeden gość non stop kichający... nie dobrze. Nędza, piekarnia, uzupełnienie prowiantu i w drogę. Słoneczny poranek, piękna pogoda. Pachnie grzybem, schodzimy z rumaków i ruszam na makro-łowy. Ale ale... ja wziąłem tylko 28mm, obiektyw makro został w domu. Ech... no nic. Ale grzybów jest cały ogrom, co krok to inny. Kiedyś się bardziej na tym znałem, dziś patrzę na to jako obiekt do fotografowania, który jest dość wdzięczny, bo ma kolorki, ciekawy kształt i się nie rusza. Zdecydowanie najładniejsze kawałki są na zachodzie lasów, w okolicach Kuźni. Bym powiedział, że gdzieniegdzie nie byliśmy jeszcze. Cudna sprawa ta trasa. Sporo ludzi w lesie, w tym roku jeszcze tylu nie widziałem. Nie dziwię się, grzyby, paliwo po 9zł, więc hop do lasu. Odcinek między Sierakowicami a Gliwicami baaardzo ładny, wioski, dobre drogi, można jeździć. Uznaliśmy, że to nasz nowy klasyk wrześniowy. No i Gliwice... od początku - klasa. Zadbane, drogi albo zrobione albo w remoncie, ul. Korfantego? aż zapamiętałem, bardzo ładnie. Później już klasyka, La Pinta pociąg i do domu. Piękna trasa, dystans idealny na to, by się poruszać. Mogę ją powtarzać.
.
Jak pisze te słowa wciąż czekam na majstrów od remontu, termin przekładany już z 5 razy, przestaję wierzyć, że przed ekspedycją listopadową to się w ogóle zacznie. Damy radę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz