"Jest nas troje: Bóg, góry i ja" - JPII
tutaj nic się nie zmienia i niech się nie zmieni. Piątek (8.05), pracowałem w domu, nie dałem rady się urwać wcześniej, po 16-tej uber, Poranna Manna z "taśmy" i w drogę! Wieczorem padliśmy szybko. Rano śniadanie, choć niespiesznie, zmęczenie tygodniem pracy dało się we znaki. Podjeżdżamy do Pilchowic i idziemy. Wytyczyliśmy ten szlak chyba z 3 lata temu zachwyceni widokami na Pętli Lwówieckiej. Zaraz za wioską jest droga pod górę. Na niej ślimak, robię mu zdjęcia, znowu mam na sobie 105mm. Pani mówi - weź go przesuń z drogi, ja na to "eeee nic tu nie jedzie"... 15 sekund później ślimaka już nie było, ciężarowe auto zjeżdżało i prosto na niego... Idealna pora na makro, przyroda wybudzona z letargu. Kwiaty rosną, Izery przed nami, Karkonosze z boku, Śnieżka w śniegu... wszędzie pięknie. Nasza czereśnia, która trzyma się na jednym cienkim kawałku drewna... znamy tu każdy zakamarek. Wojciechów, nasz sklepik. Kupujemy po pączku. Pytam pani, które są najlepsze - te, wskazuje na kilka sztuk, takie swojskie... Bierzemy. Bez szału, ale zjadamy je siedząc w małym przystanku autobusowym. Idziemy w stronę auta. Pola, łąki, piękność. Szczególnie uroczy jest kawałek drogą św. Jakuba, no i pomnik przyrody... nie mam go na mapie, a ja uwielbiam stare wielkie drzewa. Tutaj pomnik? Znam jeden, cis. Na łące zrobiliśmy sobie przerwę, usnąłem, jak zwykle, mnie tam dużo w terenie nie trzeba. Maciejowiec, dwór, później Rezerwat Dziki Wąwóz... Mamy nowy numer 1 kaczawskich szlaków, idealny na maj, na kwiaty.
Wieczorem msza, odpoczynek, książki, golf... Mam wrażenie, że to ostatni taki kaczawski pobyt. Miejsce, gdzie mieszkamy, a je uwielbiam się zmienia. Jak będzie w lipcu na Lwóweckiej Pętli, czy będzie zima i wiosna za rok? Oby.