piątek 30.01
świętowanie! oboje mamy urlop, więc ruszamy. Gdyby była pogoda, pojechalibyśmy w góry, na Halę Rycerzową. Była mgła, więc wybraliśmy "zaległe' z Bożego Narodzenia Bielsko ze zwiedzaniem zamku. Dodatkową frajdą jest to, że jedziemy pociągiem. Polubiliśmy tę formę podróżowania, patrząc na stan dróg, pogodę i wygodę w pociągu, korzystamy z tego. Pierwsze kroki kierujemy na Białą, bliska mi ulica Cyniarska. Tam na rynku Pani wypatrzyła kawiarenkę, siadamy. Jest jakaś magia w tym, jak dniu roboczym siadamy gdzieś i obserwujemy ludzi, jak idą, jak pracują, a my... wyłączeni z tego nurtu. Tuż obok sklepik z odzieżą jeansową, znam go od wieków. Jakiś odruch powoduje, że wchodzimy. Zapach... nieprzyjemny. Odwracam głowę, a tu na półce mój rozmiar, mój model, to co kupuję od lat. Pan sprzedawca podaje cenę, podaje rabat, ja nie mam zamiaru kupić, po prostu wszedłem, bo nie chodzę zasadniczo po sklepach. Cena jest o 100zł wyższa niż to, co mam w internecie. Dziękuję mu i dociera do mnie ten żal sprzedawcy, że nie ubije targu. Zasmuciło mnie to, chciałby zarobić, a tego nie zrobi. Odwykłem od tego, no cóż znak czasów. Wijemy się uliczkami trzymając się za ręce, wspaniałe chwile. Później Zamek Sułkowskich. Miliony razy przejeżdżaliśmy. Kiedyś nie wiedziałem, że jest do zwiedzania, a jak już wiedziałem, to nigdy nie było czasu. A teraz jest na liście zimowej i to nasz cel. Wchodzimy. Spędziliśmy tam około 3 godzin. Robi wrażenie. W szczególności makieta dawnych ziem dzisiejszego Bielska, historia tych miejsc. Do Bielska mogę jeździć regularnie, mam ogromny sentyment do tego miasta, które znam od małego. Trochę szkoda, że tak niewiele dowiedziałem się o samym zamku, kim byli Sułkowscy itd. Może przegapiłem coś? niemniej świetne miejsce, a którym mogę z duma powiedzieć - byłem tam, polecam. Później klasyka, czyli bielski rynek, katedra, antykwariaty... Małżeństwo (chyba) ogląda słonie, pan chce pani coś kupić, sprzedawczyni podaje cenę mówiąc, że ten akurat słonik to arcydzieło, ręczna robota itd. A pan mówi - to jest prezent, cena nie gra roli po czym płaci i odbiera malutką rzeźbę. To są chwile, które zapadają w pamięć. Rynek pusty, spokojny, cieszą jak zawsze nowe lokale w odnowionych kamienicach. Na koniec jeszcze jeden antykwariat książkowy, na ul. 3. Maja. Myślałem, że coś kupię, ale nic nie wpadło mi w oko. No i finał... a jakże, Akwarium. Miejsce kultowe, niebanalne, a w tygodniu wiadomo jeszcze do tego zagłębione w ciszy. Obok wystawa fotografii... nie zdążyłem. Wybraliśmy zanurzenie w kawie, na kanapie, otwarliśmy czasopisma, przeglądaliśmy trasy, wyjazdy, planowaliśmy przyszłość... Piękny dzień! no i powrót pociągiem. Plany nam nieco zakłóciła decyzja - nasza - o wstąpieniu do Goczałkowic, bo tak trzeba było. Zrobiliśmy coś bardzo dobrego i jeszcze później pojechaliśmy do domu. Czy tak się żyje na emeryturze?