czwartek 30.04
wreszcie nadszedl ten dzień. Daleka podróż pociągiem. Odkąd zobaczyłem rok temu pociągi do Olsztyna, lampki mi się w głowie zapaliły. Zaplanowane od dawna. Korki wszędzie, czwartek godz. 16, cala Polska stoi w korkach. Ja uberem do Pani starym zwyczajem, później na dworzec, Rodzice przyjechali nas pożegnać, to zawsze miło. Na peronie gwarnie, ale mamy miejscówki. Rowery na hak, a my na swoje miejsca. Kilka godzin spokojnej jazdy. Fajnie, że jest wars, ciepła herbata zawsze pomaga. Przed Warszawą stoimy, był wypadek śmiertelny. Opóźnienie nie jest długie. Jadąc widzimy malownicze tereny w okolicach Włoszczowej, płaskie jak stół. Ląduje w poczekalni. Już od dawna miałem oko na ten rejon, jeszcze jak jeździłem często do Warszawy. A był taki okres, całkiem fajny, ale męczący, że jeździłem co tydzień, klient tak sobie zażyczył. Pamiętam, że za delegację, a było to jakieś 30-50 złotych kupowałem paczkę kart Warhammera Inwazja. Ale piękne wspomnienia. Na przeciwko nas siedzi mężczyzna, jakieś 30-35 lat, wsiadając przed Częstochową czuć było od niego papierosy i alkohol. Wysiadł zaraz przed Białymstokiem, wypił 2 piersiówki i że 3 piwa.
Po drugiej stronie wagonu, też obok siedzi starsze małżeństwo z córką, grzeczni, spokojni, piwo i piersiówka. Mówię dziś Pani - spójrz, wychodzimy z naszej bańki, mamy wycinek społeczeństwa, połowa dookoła nas pije alkohol, bez żadnych skrupułów, w sumie jak my herbatę. Takie jest społeczeństwo, zobacz Lidle, Żabki, ile masz alkoholi, a ile rodzajów sera? Proporcje mówią za siebie. No ale nic, podróż mija przyjemnie, oglądam kolejny odcinek Breslau. Białystok 23.00. Ale ładny dworzec. Jedziemy rowerami do hotelu, puste miasto, nawet ciepło, całkiem fajnie.
