niedziela 20.09
byłem bardzo sceptyczny, by jechać w Beskidy, no bo tam jest brzydko, byle jak, te drogi itp. No ale w końcu się przełamałem, a nóź, spróbujmy. Niedziela rano, pojechaliśmy. Parkujemy w Węgierskiej Górce... szukam aparatu... nie ma. Założyłem, że skoro plecak jest dość ciężki, to na pewno włożyłem go rano. Guzik, nie ma. Zdjęcia robię telefonem. Muszę przyznać, że Węgierska Górka się zmieniła na lepsze, całe otoczenie przy Sole, jak na polskie warunki - całkiem całkiem. Przechodzimy Sołę, idziemy pod górę, nad tunelem i zaczyna robić się ładnie. Dobry szlak, słonko grzeje, złotawo w lesie, w ogóle nie widzę wycinki drzew, a im wyżej... proszę jak ładnie, las mieszany, liściaste drzewa coraz wyższe. Numer jeden wycieczki - Hala Radziechowska. Inaczej ją pamiętam, zwykle w deszczu. A tu piękna jesień u schyłku lata. Kolorowe drzewa, trawa też już bez intensywnej zieleni, lekko powiewa. Bardzo bardzo ładnie. Forma rośnie, dużo chodzimy, kilometry zapisujemy na kartce. Położyliśmy się pod drzewem, chyba nawet na minutkę usnąłem. Ludzi nie ma zbyt wiele, trochę elektryków tylko się krząta. Powrót okazał się długi i żmudny. But mnie obcierał, więc psuł się komfort wycieczki. Jeszcze w tym roku nie byłem powyżej 1000 metrów! No taki sezon, bardziej rowerowy. Nie żałuję ani chwili. Przy Sole dobra restauracja, obiad, spacer przez centrum i do auta. To był naprawdę udany marsz, sporo kilometrów, ale odczarowałem Beskidy. We wrześniu - bez tłumów, warto!
.
Czekam na ekipę remontową, znowu się opóźnia, może w ten czwartek i oby się już zaczął. Ekspedycja miesięczna już w pełni zaplanowana, dograna. Jak się uda, a na to liczę, to jeszcze wyjedziemy do Pragi XI! Plan się tworzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz