Wystarczy wyjść z bańki, by doceniać co się ma. Pociąg do Białegostoku, piątkowe popołudnie. Wsiadamy i siadamy. Przy stoliku mężczyzna, około 40 lat, jedzie ze swoją ciocią, która traktuje go jak swojego syna. Mężczyzna chodzi o kulach, ma chore nogi… a my cieszymy się, że jedziemy na rowery. Czuję się nieswojo. Jego wyraz twarzy, wyraz oczu, to zapatrzenie i smutek mnie przeszyło. Bardzo grzeczny i bardzo smutny. Wtedy docenia się to, o czym w tym wirze i swoistej bańce się nie myśli, tak prozaiczne rzeczy, jak zdrowe nogi.
.
Jest 23.30, jesteśmy w naszym cudownym hotelu, Białystok jest cudowny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz