Jedziemy do hotelu, miła pani pozwala zostawić rzeczy i w drogę. Jak planowaliśmy trasę pokazałem Pani na mapie punkt na granicy z Białorusią i powiedziałem tu chcę być. I dotarliśmy. W Sokółce uzupełniamy płyny i w drogę. Las, łąka, las i tak w kółko. Rozległe tereny, puste, bez ludzi, aut, zgiełku. Drogi? Równe jak stół, idealne. Co kawałek stoi tablica informująca o dofinansowaniu z Unii. Wspaniale. No i wreszcie Minkowce. Wieś na końcu świata. Cudnie wygląda na mapie. Kto i po co stworzył tutaj taką wioskę? Podjeżdżamy pod kościół. Stoi tam jakiś mężczyzna, może grabarz. Mówi nam, że zamknięty… o to ja pociągnę tę konwersację. Od słowa do słowa… pytam jak się żyje. Dobrze - odpowiada zadowolony. Chwali plot, który widzieliśmy już z daleka. Mówi, że już nie przechodzą. A kto taki? Dopytuję. Uchodźcy z Afryki? Nie, Białorusini, Ukraińcy, ale szybko ich wyłapują. Kiedyś to wielkie grupy szły. Jedziemy dalej. Akurat samochód ze sprzedażą obwoźną wjechał. Ostatni dom we wiosce, numer 69 - zapamiętałem. Płot graniczny niemal styka się z końce jego posesji, za stodołą. Wychodzi starszy pan na ulicę. Zagaduję. Mówi niemal to samo, co poprzednik. Za domem przez granicę rozciąga się bagno. Opowiada historię, jak przechodzono z dziećmi, najpierw dziecko przenieśli w tym bagnie, później dorośli, a on to wszystko z okna widział. Ludzkie dramaty i poszukiwanie lepszego życia. Bardzo sobie chwali życie we wiosce, mówi o tym z dumą i uśmiechem. Chroniony jest jak ważna osobistość, granica NATO, patrole, nowe drogi. Naprawdę wie co mówi.
Tak, jeździ się tu super, infrastruktura jest na wysokim poziomie. Osoby mieszkając na drugim końcu kraju mogą sobie wyobrażać, że tu wojsko, patrole itd. Jak trzeba to przyjadą, ale poza tym, nic się nie dzieje. Ludzie w polu pracują. Wspaniale jeździ się przez te wioski. Kilometry lecą, nawet nie czuć. Wyjątkowe miejsce to cerkiew w Samogordzie, mikroskopijna osada z jednym budynkiem. Wioska za wioską, prawdziwy rowerowy klasyk, który chcę powtarzać co roku. Mijamy drugi sklepik i ponownie automat do przyjmowania butelek nieczynny. Nie ma przypadków, a już myślałem, że wszystko tu jest normalne. Ale nie narzekajmy, jest to cudowne miejsce, gdzie czas płynie inaczej, wioski są cudowne, skromne i puste. W Sokółce, gdzie mieszkamy, jemy obiad. Kotlet jak moja głowa, wyborny. Idziemy do kościoła, miejsca „Cudu w Sokółce”, niezwykłe miejsce. Co za dzień! Najlepsza trasa rowerowa w tym roku, czy coś ją przebije?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz