Spałem bardzo źle, całą noc bolała mnie głowa. Ledwo żyłem rano. Objawy covidowe. Ledwo się wykurowałem, a tu dzień przed górami znowu totalne osłabienie. Zwalniamy. Wyczekowujemy się z hotelu o 11, przerwę robimy w Fiscal, w której nie ma totalnie nic, ale idziemy na spacer. Nawet kilku seniorów turystów się znalazło, nie wiem co podziwiają. Druga przerwa na kawę w jeszcze mniejszej wiosce Sarvsé. Siedzimy na słońcu, jest po 12. Rodzice piszą, że jedzą obiad. My ledwo po śniadaniu. Zaczynam się czuć lepiej. Jak zobaczyłem Ordesse i ścianę skały, jakby ręką odjął. Parkujemy w Torla idziemy na spacer. Ładne ciche miasteczko. Wchodzimy do informacji turystycznej. Pytam pana „do you speak English”, spodziewając się co odpowie, a ten na to „why not?”. No i zaczęła się świetna rozmowa. Poradził nam którędy najlepiej dojść do schroniska Goritz, a dróg jest kilka. Autem nie ma co podjeżdżać do końcowego parkingu, bus jeździ co 15 minut za 6€ na osobę w dwie strony. Proste, jasne, piękne. Wyposażeni w dużą dawkę nowych informacji poszliśmy do hotelu.
Okazuje się, że nasze lokum jest gotowe, no i jest najlepszy nocleg. Duży przestronny apartament. Mamy plan, auto zostawimy na ogromnym parkingu przed miastem, dziś spakujemy się na trasę, jedna walizka w aucie, druga w hotelu.
Obok hotelu jest restauracja, po 16 jemy tam po burgerze. Pierwsze takie danie tutaj, steków mam dość, ale burger z owczym serem, lokalnym… bomba. W mieszkanku pakujemy się w góry na dwudniowy trekking, pełna optymalizacja plecaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz