niedziela 25.08
zjedliśmy śniadanie w hotelu, nogi pobolewały. Wybraliśmy krótki szlak w Tatrach Niżnych. Krótki, bo kilka godzin jazdy. Wybór padł na Stanišovské sedlo. Trasa wiedzie dzikim lasem, ścieżka ledwo widoczna. Tylko patrzeć, gdy zza krzaków wyłoni się niedźwiedź. Parno, ciepło, dziko. Lubię takie klimaty. Upał totalny. Weszliśmy na przełęcz, rozłożyliśmy naszą pelerynę i padliśmy na ziemię. Zmęczeni się czujemy, wczorajszym dniem, pracą, a może upałem. Rozprawialiśmy gdzie w listopadzie pojedziemy na długi weekend, gdzie za rok na ekspedycję. Pomysłów co nie miara.Spokojnym krokiem zeszliśmy do auta. Po prsotu - spacer w upale. Ale pobyliśmy chwilę jeszcze w Tatrach po raz kolejny sobie uświadamiając, że nie ma sensu jechać na zwykły weekend tak daleko i tak długo. Czas w aucie to czas stracony. Jechało się dobrze, tak samo długo, ale dobrze.
Po przyjeździe w pewnym sensie ujawniła się przyczyna, czemu tak nie swojo czułem się w sobotę. Tata źle się czuł, pogotowie, badania, później po weekendzie w poniedziałek do szpitala, całe popołudnie badania, we wtorek operacja. Trudny tydzień, emocjonalny bardzo. Dziś już jest dużo lepiej i oby tak dalej. Wczoraj w poniedziałek 2.09 wziąłem urlop, bo już musiałem, odetchnąć. Wziąłem aparat, rower i pojechałem do lasu bawić się makro. O tym niebawem, sam jestem ciekaw co mi wyszło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz