przyszedł czas na pomieszkanie. Męczy mnie upał, lekko licząc 4 tygodnie bez deszczu, 30 stopni + upału. Pierwsze takie lato. Znak czasów? być może, niestety. Ileż można? Nie jestem przystosowany do takich temperatur. W sobotę odespaliśmy, odetchnęliśmy głęboko z ulgą. Nyło sprzątanie i pomieszkanie. Dobrze nam się mieszka, jak porządek jest dookoła. Ciężki tydzień z uwagi na chorobę, ale jest coraz lepiej. Niedziela? Pani mówi o żelaznym szlaku. Patrzymy na mapę... 50 kilka km. Dołóżmy nieco, co tak krótko będziemy jeździć. Domalowaliśmy jakieś 30km do Cieszyna i z powrotem do Polski. Niedziela rano, pojechaliśmy. Parkujemy przy granicy we wiosce Łaziska. Jest pochmurno. Wyobrażałem sobie "dziadostwo", a tu proszę, miła niespodzianka. ładne wioski od samego początku, czyste i zadbane. Co prawda oznakowanie szlaku mizerne, do czego polskie drogi rowerowe mnie przyzwyczaiły, ale daliśmy radę. Już po 10 co kawałek parkingu, to stały auta i ludzie ruszali w trasę. Gołkowice... byliśmy tu, Pani pierwsza poznała to miejsce. Drogę już tam remontują od spokojnie dwóch lat. Później Czechy. Mam sentyment, lubię tam jeździć, zeszły rok nazwaliśmy "czeskim", bo to głównie dominowało. Chciałbym móc nazwać przyszły rok także czeskim. Droga rowerowa numer 10. Niczym autostrada, oznakowana, dobrej jakości, nic, tylko jeździć. Czeski Cieszyn, Billa, wiadomo, mój ulubiony sklep. Na plus Polski powiem, że polski Cieszyn jest naprawdę top poziom, teraz po remoncie rynku, zaś u sąsiadów... kiła i mogiła. Marnie. Nie bez powodu co roku wracamy do Cieszyna od lat, kolejny zimowy zapowiada się cudnie. Szczególnie teraz, jak doskwiera nam susza, to zimowy wyjazd w teren... chciałoby się. W polskim Cieszynie jemy, chwila przerwy w Burger Brothers, później z powrotem do Czechów na Żelazny Szlak. Do tej pory nie doświadczyłem tej słynnej ścieżki rowerowej po starych liniach kolejowych... do momentu, kiedy się zaczęła. Często narzekam na to, co w Polsce widzę, wiadomo, bo chciałbym, aby było tip top. Ale do tego kawałka trasy rowerowej nie ma się co przyczepić, tylko jeździć. Nawierzchnia, przystanki, ławki, nawet kultura jazdy dostosowana do ścieżki. Najlepsze warunki, jakie miałem w Polsce. Jedyny minus to powietrze i widoki, okolice Jastrzębia to tereny kopalniane, jest jak jest, trudno, ale gigantyczne wrażenie wywarła na mnie ta ścieżka. Całość trasy... hmm zaliczone, tick done. Nie ma co wracać, jednakże warto bardzo się przejechać. Odpoczęliśmy i to się liczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz