niespieszno nam. Nogi bolą, ale tak lubię. Jest upalnie, w ciągu dnia termometr w aucie pokazał 27 stopni. Ocieplenie mamy. Zaczynamy w Kondratowie. Później przez pola obok Kondratowskich Wzgórz. Stado saren przebiega na tle wysepki z drzewami. Pięknie. Las niespecjalny. Zrobiliśmy sobie mały przystanek, usnąłem. Ostatnio źle śpię. Alergia głównie mi doskwiera. Nieco dalej na północ od Rzeszówka robi się ładnie, las rzadszy, więcej różnorodnych drzew i polanek. Można się delektować widokami. Bardzo udany pobyt po trudnym tygodniu. Wrócimy tu za tydzień! Jest to niezwykłe uczucie wiedząc. tydzień wówczas mija szybciej, 4-5 dni pracy są tylko przerywnikiem między jednym a drugim pobytem tutaj. To nie weekend jest przerwą, a te dni pracy regeneracją między weekendowym wysiłkiem. Obiad w Złotoryi, tam gdzie zwykle przy murze. Spacer po rynku i powrót do domu. A w aucie... Mann. Dziady z Szuflady i ostatni z nim wywiad. To był wspaniały weekend.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz