po miesiącu jedziemy na Kaczawę, znowu. Dwójka. Piątkowa klasyka, wychodzę wcześniej z biura, wsiadamy w auto, jedziemy. Zaczynamy jeszcze bardziej klasycznie, czyli jak dawniej - Gozdno. Nigdy nie szliśmy dookoła (uwaga - przedwczoraj 13.04 już szedłem, tylko publikuję z opóźnieniem). Wchodzimy na wieżę, co za widok... słońce już nisko, drzewa kwitną, żółć rzepakowa taka niepełna, jeszcze nie ma tej eksplozji. Jednak mieszanka barw - genialna. Wieczorem ciepły napój, książki, salon... cisza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz