noc była upalna, 100km w nogach, czujemy się dobrze. Poszliśmy skoro świt kościoła zwiedzając nieco centrum Olsztyna. Stare budynki, wieżowce, jakich już nie pamiętam, śmietnik, trzepak... Śniadanie było wyborne, Warmijskie. Później śmiech przez łzy, 4-gwiazdkowy hotel a dostaję sms o której godzinie opuszczę lokal. W świetle wczorajszych "fajerwerków" rozumiem, ze taki tu jest lokalny folklor. Pociąg mamy po południu, więc w ten upalny dzień jeździmy po mieście. Kawa z lodem na rynku. Na ulicach pusto, nie dziwię się. Żar tropików. Jeździmy przed siebie. Jezioro Kortowskie - małe molo, grupka młodych ludzi siedzi, głośnik gra muzykę. Język zza wschodniej granicy. Ktoś tu się pomylił chyba... Wjechaliśmy na kawałek Łynostrady. Bardzo fajny, chciałoby się dalej pokręcić. W ogóle widziałem mężczyznę na kajaku płynącego przez miasto, fajna sprawa. Na obiad nie chce się jeść, bierzemy po zupie. W restauracji pusto... Podjeżdżamy pod dworzec, ładny nowy. Pociąg już stoi! Wspaniale, ale to nie oznacza, że odjedzie. Klima działa, jest aż zimno. W ogóle nie czuję, że za oknem tropiki. Wyjechaliśmy z opóźnieniem, a wysiedliśmy po wielu godzinach półtorej godziny po czasie. Mogło być gorzej. Tłumy na dworcu w Warszawie, wszystkim daje się odczuć upał. Jak było? świetnie było, choć Olsztynowi jako miastu podziękujemy. No może pojedziemy z Nidzicy do Olsztyna. Ale ale, jak dobrze pójdzie, to w sobotę tam wracamy! ale to już na inną okazję.
.
Pani się pochorowała po tym pociągu, za długo w takim zimnie. Miniony weekend zimny, deszczowy przesiedzieliśmy w domu. Zmienia się kierunek naszej ekspedycji, na ten jedyny właściwy i niesamowity. O tym też później.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz