w miniony weekend zostaliśmy w domu. Trzeba trochę pomieszkać. Popracowaliśmy w sobotę w ogródku, trochę ruchu i słońca i czujemy się obolali. Idzie wiosna, więc trzeba ogarnąć otoczenia i domek. Za to w niedzielę w Dzień Kobiet pojechaliśmy w plener. Zawadzkie, nie w Wielkie Drzewa, ale w drugą stronę. Nigdy nie byliśmy. Jest ładnie, bardzo ładnie. Widzieliśmy może ze 4 ludzi, pusto. Zwierzyny tez brak, ale las budzi się do życia, a my też potrzebujemy i ruchu, tlen i słońca. 105mm i staram się podglądać rzeczywistość. Ataki w Iranie i bomby na Dubaj krzyżują nam plany. Jasne, to kilka miesięcy jeszcze do ekspedycji, ale za moment trzeba będzie podjąć decyzję co z wyjazdem. Może Polska? kto to wie. Myślimy. Obiad zjedliśmy w Pyskowicach, pierwszy raz tam byłem, Toszek pełny.
Tydzień za tygodniem czuję się potwornie zmęczony. Machina nie chce zwolnić, a może to ja już nie wydalam? a może nie potrafię priorytetyzować. Dziś mieliśmy jechać na dłuższy spacer, piękna pogoda, słońce, +18, obudziłem się słaby, z bólem gardła. Pozostanie pobliski las. Może jutro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz