trochę jak w Trzech Króli. Pogoda fatalna, pojechaliśmy do Częstochowy, jak co roku. A później? miejsce równie niezwykłe, "wielkie drzewa" - mój ulubione miejsce w woj. opolskim i śląskim. Niewiele o tym się pisze, ale mnogość drzew zabytków, pomników przyrody na kilometr kwadratowy tam jest ogromna. Czerpię niezwykłą energię z pobytu w takim naturalnym lesie. Jak wariaci przytulamy się do tych wielkich drzew, nieraz obumarłych, popękanych. Pochodziliśmy jakieś 2 godziny. Zdjęcia wychodzą wyborne. Później Toszek obiad i na A4. Hmmm a później miała miejsce rzecz niezwykła, ale ta niezwykłość wyszła kilka dni temu, jak obrabiałem zdjęcia. Stanęliśmy w polu za Toszkiem, na moją prośbę, bo ładne kadry. Niebo pochmurne, gęste, ciemne. Pstryk tu, pstryk tam... pojechaliśmy do domu. Minął tydzień, wiadomo praca, inne zajęcia, zdjęć nie wywoływałem. W końcu usiadłem... zdębiałem. Zdjęcie przedstawia pole i białą plamę. Paproch na matrycy, płatki śniegu? nie bardzo. Mam RAW, zmieniam kolory, nic. Kula światła. Ale zdębiałem jak zobaczyłem zdjęcie obok - kilka stopni w prawo, kilka sekund później. Gdyby to był płatek, to by go nie było, byłby inne, ale na drugim zdjęciu jest biała kreska, jakby ten obiekt się przesuwał... ciarki... przypomina mi się Austria.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz