Żal mi odjeżdżać, naprawdę. Ma to miejsce coś wyjątkowego. Poszliśmy na spacer wzdłuż rzeki Ara, kilka kilometrów. Rozprawiamy o zimowych wyjazdach i okazuje się, że pojawi się sporo nowych miejsc na naszym planie. Zrzut wszystkich propozycji mamy już na liście, prowadzę od lat takie listy co rok w OneNote i wspólnie głosujemy na każdą z pozycji. W ten sposób mam wspólną spriorytetyzowaną listę miejsc do wyjazdów. Od miesięcy czekam już na Andorę, gdzie na kawie zagłosujemy i ułożymy listę zimowych wyjazdów. Idziemy w Torli na kawę, o 13 ma być msza. No ale ktoś, pewnie jakiś ksiądz, przykleił karteczkę, msza była o 11. Nic, idziemy coś zjeść, genialny jest burger z kozim serem. Odjeżdżamy, smutno.
Po drodze zatrzymujemy się w mikroosadzie Fragen, kilka domów, dzwonnica, a może kaplica? I tyle. Powiem szczerze zmęczony jestem takimi wioskami, już zobaczyliśmy ich wiele, każdą podobna do poprzedniej. Ileż można? Pewnie jeszcze jutro zobaczymy.
Po Fragen jedziemy do Ainsa, w której ma być nieco więcej do zobaczenia, no i jest. Cechą charakterystyczną tej naszej ekspedycji jest to, że niemal wszędzie są ludzie. Chciałoby się trochę pobyć na osobności. Nic z tego, wszędzie łażą ludzie. Tlumaczę sobie to tym, że w końcu to Hiszpania, wielki kraj, obok Francja, sporo ludzi tam mieszka. Nie ma co porównywać do Glenorchy na przykład. Ainsa - ładny rynek, kilka sklepików, restauracje, tematy historyczne nas nie interesują. Byliśmy, zobaczyliśmy, myślę, że warto się zatrzymać. Ładniejsze na pewno, niż Boltaña, gdzie śpimy. Na tym miasteczku się zawiedliśmy. Ale tu tylko śpimy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz