niedziela, 12 października 2025

Pireneje - dzień 1 - 10.09 - odlot & Amsterdam

No i nadszedł ten dzień! Jak co roku, wytęskniony i oczekiwany. Ale zacznę swoją opowieść od wczoraj, z uśmiechem i zmęczeniem o 16 zamknąłem laptop, położyłem się no i leżę. Pani dzwoni, że będzie nieco później, a miała być normalnie. Przypomniała mi, że mam fryzjera o 17! Rany, zapomniałem. Ubrałem się koszmarnie, a jak źle jestem ubrany, to źle się czuję. Żółte trampki, ciemne skarpetki, szare spodenki, różowy T-shirt, pomarańczowy polar. Kosmicznie, ale większość rzeczy mamy spakowane, wziąłem co było i pojechałem na rowerze. Jak dojechałem, to okazało się, że zapomniałem portfela, a fryzjer mój dość staromodny, tylko cash. No ale mówi - ścinamy, no dobra. Tniemy króciutko, aż się mój fryzjer zdziwił i niemal się nie zgodził sugerując nieco inny design. Tniemy. W między czasie Pani przyjechała do fryzjera wziąć klucze z domu z mojego plecaka. Jest 17, z mniejszym oporem powietrza kręcę do domu po portfel. Zły jestem bardzo, później w drugą stronę znowu do fryzjera, zapłaciłem i do domu na obiad. Ostatnie pakowanie, nawet muzyki nie włączałem. Jakby czas się zatrzymał. Usiadłem w swoim pokoju, popatrzyłem na panoramy z Nowej Zelandii i Tasmanii, jakie mam na ścianie. Czy nie żałuję? No pewnie, bardzo tęsknię, chciałbym tam lecieć. Ale tak zdecydowaliśmy biorąc pod uwagę inne okoliczności. Cieszę się tym, co mam. Nie wolno mi marudzić, że taki właśnie kierunek, bo przecież tam też jest pięknie. Ale refleksje mam jeszcze jedną - to była super chwila, kiedy się zatrzymałem i podumałem nad tymi miejscami, pobyłem trochę w próżni. Nie myślałem o pracy, o obowiązkach, po prostu o tym, co wspaniałego nas czeka i jak bardzo lubię Nasz Dom. Czemu takich chwil nie ma w inne dni, kiedy pracuję? Coraz bardziej dostrzegam, ile nam pięknych chwil umyka, właśnie poprzez zmęczenie pracą. Niedobrze. 

Pani mówi, abyśmy się odprawili online. Jakoś nie przywiązywałem do tego dużej wagi, no ale dobrze. Wszedłem na stronę KLM, bo lecimy tymi liniami do Amsterdamu, a później do Tuluzy. Wchodzę… i szczęka opadła. Na górze strony banner - 10.09 KLM obsługa naziemna strajkuje… Sprawdź swoje loty. No nie…. Dobra, loguję się przez esky, bo inaczej nie sprawdzę swojej rezerwacji. Patrzę, jest na zielono. Hmm, sprawdźmy o co chodzi z tym strajkiem. Od 8 do 10, naziemna, na Schiphol. Dobra, za wcześnie na radość, bo nasz lot o 11.50. Wypełniam formularze, odprawiłem się. Jest lepiej. Sprawdzam odloty na lotnisku w Krakowie, faktycznie, pierwszy poranny lot odwołany, nasz i kolejne już są. Uff… Po 21 poszliśmy spać. Spałem krótko, coś mnie obudziło przed 3, a budzik 3.40, taxi przyjedzie 4.50. Zebraliśmy się, pomachaliśmy domkowi na pożegnanie i w drogę. 

Nawet nie sądziłem, że o 4 nad ranem w oknach się świeci i ludzie tv oglądają. Taksówkarz przyjechał „wybitny”, pokręcił adresy, walizek nie pomógł wsadzić do bagażnika, pasów nie zapiął, więc przez pierwszy kilometr piszczało w aucie, a z radia leciał strumień, którego nie dało się słuchać RMF maxx. Co zrobić. Na dworcu byli już Rodzice, spędziliśmy razem 30 minut. Pożegnanie jak zawsze smutne jest, choć w tym roku nieco łatwiej, bo krócej lecimy, bliżej będziemy. Im bliżej Krakowa, w pociągu przybywa ludzi, wiadomo - do pracy, do szkoły, jest środa zbliża się 8 rano. W Krakowie na dworcu tłumy, przeszliśmy na inny peron, chwilę postaliśmy i przyjechał nasz pociąg. Obok stał taki do Zakopanego, fajnie, że coś jeździ tam, ale to ten stary pociąg, jaki znam z dzieciństwa. Jeśli ktoś przyjedzie Tatry podziwiać, to wstyd takim pociągiem go dowieźć. W Krakowie na lotnisku jakby mi się wajcha przestawiła - włączył mi się tryb lotniskowy, i to z uśmiechem na ustach. Coś takiego. Najpierw wspominam miejsce, gdzie stałem i dzwoniłem do Rodziców do Niemiec 3 lata temu, jak załatwiłem - tak mi się wydawało - korektę biletów do Hobart. Później hala lotniska i jakoś nie mam stresu. Wiem jak trzeba się zachowywać. Nasze miejsce niemal stałe skasowali, więc siadamy obok i czekamy. Do odlotu mamy 3 godziny. Około 10 -tej otworzyli odprawę. Stoimy w kolejce, jakieś 30 osób w sumie. Nagle czuję stuknięcie w ramię… pani ja wiem po 60-tce, obok niej druga, uśmiechnięte i mówi mi „we are Kiwi too…”. No wiecie co??? Wskazuje na flagę Nowej Zelandii na moim ramieniu. Od pierwszego pobytu w NZ mam na swoim polarze w kolorze pomarańczowym naszytą flagę i dobrze mi z tym. Uśmiecham się od ucha do ucha i zaczynamy gawędzić: 
- where are you from - pytam 
- South Island. 
O rany, toż to nasze klimaty, później dodaje, że z okolic Christchurch 
- I like Methven! Odpowiadam i tym samym uwiarygadniam swoje „pochodzenie” - And you? Pada pytanie do mnie - Me too! 

A co tam, odpowiadam jeszcze chwilę porozmawialiśmy, lecą do Edynburga. Ale spotkanie. Humor poprawił mi się od razu, jak miło „rodaka” spotkać, no nie? Jeszcze mijaliśmy się na kontroli, znowu szeroki uśmiech, Jak ja z tymi ludźmi tęsknię… Poszwendalismy się nieco po sklepach, mam wrażenie, że z roku na rok jest lepiej, knajpki też wyglądają poważniej, ale jest i ciaśniej. Szkoda, pasowałoby rozbudować lotnisko, ale chyba już nie ma gdzie, a bardzo lubię Balice. Kilka chwil później stoimy przy gate. Powiedziałem sobie, że na urlopie nie zaglądam na żadne newsy, onety, itp. Muszę się oduczyć śledzić na bieżąco to wszystko, za dużo bodźców. No ale… stoimy i pani obok coś tam czyta, wygląda na jakiś portal i sporo czerwieni jest. O o… coś się stało, może lepiej sprawdzę. Onet, faktycznie. Drony. No nieciekawie. Z pozytywnych informacji - lubię księgarnie i kioski. Relay lotniskowy jest wyposażony genialnie, UKowy Traveller z Włochami na okładce (jak była RPA, to później tam pojechaliśmy), nowy Wanderlust, pięknie, no i Kicker - gruby, świetny papier, jak zawsze wspaniale wydany, sonderheft z okazji inauguracji sezonu piłkarskiego. Nic, tylko brać, tylko ja nie śledzę Bundesligi. Trzy metry dalej Skarb Kibica, polskie ligi. Jaki poziom, taki „sonderheft”. No nic, ale można sobie kupić, kiedyś to było tylko w Empiku. Jak wylatujemy, to lubię w takie klimaty wejść. Druga rzecz, w sumie przypomnienie, książka Stelmacha i Niedźwiedzia. Mimo że mam fajne pozycje do czytania, warto dodać do kolejki. 

A co mam do czytania? Thriller „Niedokończony manuskrypt”, koszmarne rzeczy się w tej Francji dzieją, gdzie ja jadę, później „We promised you a great event”, o historii WWE oraz dopiero co odkrytą przeze mnie książkę “Życie w dawnym Krakowie. Od mamuta do pierwszej kawiarnii”. Idealnie ta pozycja mi się wkomponowała. Ja bardzo często będąc w różnych miejscach w Polsce zagaduję Panią “Ty wiesz jak tu było, jak tu chodziły mamuty?”, chciałbym zobaczyć takie Bielsko, Wrocław czy Kraków właśnie kilka tysięcy lat temu. To by było. No i proszę, książka na czytniku. Piszę lecąc do Amsterdamu, Pani śpi, więc szybciej mi czas mija. Skoro o książkach - wyczytałem, że wychodzi w październiku nowy Poirot Sophie Hannah, coś pięknego. Czekam na polskie wydanie. A plany wyjazdowe na ostatni kwartał, są świetne, Poirot wpisze się idealnie. 

Wychodzimy na miasto, taki był plan. Kawiarnia upatrzona. Bilet na pociąg, ten podjeżdża, jedziemy. Amsterdam Centraal. Celowo oglądaliśmy serial na National Geographic o tym dworcu, aby teraz buźka nam się uśmiechała. Fakt, ładny zabytkowy budynek. Pogoda jest ok na kilkugodzinne zwiedzanie, a raczej szwendanie po mieście. Kawa, chwila przerwy i później uliczkami. Męczą mnie rowerzyści, nie wiesz kiedy i z której strony ktoś nadjedzie. Zapachy, kultury ze wszystkich stron świata. Za dużo ludzi, za dużo mi się rusza przed oczyma, to nie miejsce dla mnie. Spośród ogromu lokali, jakieś 10% to prawdziwe perełki, czy to kawiarnia, czy deli z serami, czy restauracja. Idąc tu i tam wpadliśmy też na red district. Ciekawe. Powoli już padam, jest 16.00, od 3-ciej nie śpię. Chodzę z górskim plecakiem i w górskich butach. Wracamy na lotnisko, pociąg, siedzimy w terminalu, telefon do domu. Kontrola bezpieczeństwa przeszła ultra płynnie. Ludzie z uśmiechem instruują co zdjąć, a czego nie. W Krakowie doświadczenie było fatalne. Później sklepy - oj tak, to mi się podoba, ale energii mi brak. Ciężkie dwa tygodnie po 10h pracy dziennie i mało snu dają się we znaki. Chciałoby się wejść na lot na 12 godzin i pospać. Jest 19.30, siedzimy przy gate B4, kilka osób, robi się ciemno, czytamy co tam z tymi dronami i pora lecieć dalej. 20.50 mamy klops, lot jest regularnie przesuwany, najbliższa data to 22.40. KLM wysłał smsy, że szuka ochotników na późniejszy lot. Póki co, czekamy na samolot. Obok nas starsza pani ze Słowacji, leci do siostry. Denerwuje się, ale widać, że jest obyta z lotach i niezwykle ruchliwa. Super miła pani. Ona nas nie rozumie po Polsku, ale my ją. I tak sobie gadamy. Ona non stop w telefonie, ma whatsapp z siostrą, która na nią czeka w Tuluzie. Ale było miło. Wylecieliśmy około 23. Padałem ze zmęczenia, w samolocie zima, jeszcze chłodzili. Dobrze, że przynajmniej dali ciepłą herbatę. Lądujemy. Lotnisko puste, o tej porze nic nie lata. Przychodzi myśl - a co będzie, jak nie wyjedzie nasz bagaż? Koszmar. Odrzucam te myśli. Wchodzimy do budynku lotniska. Brudno, śmieci. Na karuzeli z bagażami leży kilka walizek. Żadnej obsługi. Nie rozumiem tego, każdy może wejść, zabrać i pójść z tym. W głowie się nie mieści. Wylatują walizki, nie widać, nie widać… jest! Jedna, po chwili druga… ufff. Pani ze Słowacji też ma swoją walizkę, pożegnaliśmy się i każdy udał się w swoją stronę. Do hotelu mamy 15 minut pieszo. Idziemy. Jest w pół do drugiej w nocy. Boję się, że dostaniemy maczetą, z duszą na ramieniu doszliśmy. Nasz pokój… 10 metrów, łóżko i niewiele więcej przestrzeni. 23 godziny od drzwi do drzwi. Koszmar, a my jesteśmy raptem we Francji. Idziemy spać.

pireneje-d1-01 pireneje-d1-02 pireneje-d1-03 pireneje-d1-04 pireneje-d1-05 pireneje-d1-06 pireneje-d1-07 pireneje-d1-08 pireneje-d1-09 pireneje-d1-10 pireneje-d1-11 pireneje-d1-12 pireneje-d1-13 pireneje-d1-14 pireneje-d1-15 pireneje-d1-16 pireneje-d1-17 pireneje-d1-18 pireneje-d1-19 pireneje-d1-20

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Etykiety

Adršpach (1) Albania (39) Alpy (9) Alpy. UFO (1) Amsterdam (2) Andora (4) Australia (82) Austria (18) B&W Photo (134) Babia Góra (4) Bałtyk (1) Barcelona (22) Beskid Makowski (1) Beskid Mały (5) Beskid Niski (29) Beskid Sądecki (3) Beskid Śląski (16) Beskid Śląsko-Morawski (21) Beskid Wyspowy (4) Beskid Żywiecki (99) Będzin (1) Białoruś (4) Biebrza (10) Bielsko Biała (22) Bieszczady (28) Bory Stobrawskie (5) Bory Tucholskie (10) Boże Narodzenie (19) Bratysława (1) Broumowskie Ściany (2) Bryan Adams (3) Brzeźno (2) Bytom (5) Chorwacja (8) Chorzów (3) Chudów (1) Cieszyn (12) Czechy (73) Częstochowa (5) Dolina Baryczy (7) Dolinki Krakowskie (1) Dolomity (11) dżungla (10) fotografia (5) Francja (27) Gdańsk (7) Gdynia (1) Gliwice (7) Goczałkowice (4) golf (2) Gorce (1) Góra Św. Anny (6) Góry Bardzkie (3) Góry Bialskie (4) Góry Bystrzyckie (8) Góry Choczańskie (4) Góry Izerskie (37) Góry Kaczawskie (3) Góry Kamienne (1) Góry Ołowiane (1) Góry Orlickie (2) Góry Sanocko-Turczańskie (1) Góry Słonne (4) Góry Sowie (9) Góry Stołowe (6) Góry Strażowskie (2) Góry Sudawskie (1) Góry Świętokrzyskie (2) Góry Wałbrzyskie (1) Góry Wsetyńskie (1) Góry Złote (9) GR 20 (10) Hiszpania (36) Holandia (2) Indonezja (36) Istebna (2) Jeseniki (11) Jura Krakowsko-częstochowska (9) kajaki (5) Karkonosze (3) Kaszuby (7) Katowice (15) kawa (1) Kędzierzyn Koźle (1) Klimkówka (1) Kłodzko (1) Kobiór (6) Korona Gór Polski (1) koronawirus (10) Korsyka (13) Kraków (12) Kruger (3) Kudowa Zdrój (1) Kuraszki (3) Lądek Zdrój (3) Leśne portrety (2) Liswarta (3) Litwa (1) Lourdes (1) Lubiąż (1) Lublin (1) Luciańska Fatra (7) Łańcut (1) Łężczok (1) Łódzkie (7) Magura Spiska (2) makro (42) Mała Fatra (19) Mała Panew (1) Małe Karpaty (2) Masyw Śnieżnika (7) Mikołów (2) Morawy (17) Moszna (1) namiot (3) Narew (1) nba (1) Niemcy (5) Nikiszowiec (4) Nowa Zelandia (108) Nysa (1) Odra (1) Ojców (1) Opolskie (26) Osówka (1) Ostrawa (3) OverlandTrack (8) Paczków (1) Pasmo Jałowieckie (2) Pazurek (1) Piłka Nożna (1) Pireneje (27) Podlasie (47) podróże (6) Pogórze Izerskie (9) Pogórze Kaczawskie (82) Pogórze Przemyskie (1) pokora (1) Praga (23) Promnice (1) Przedgórze Sudeckie (3) Przemyśl (1) Pszczyna (11) Pustynie (1) Puszcza Augustowska (9) Puszcza Białowieska (14) Puszcza Kampinoska (1) Puszcza Knyszyńska (9) Puszcza Niepołomicka (3) Puszcza Solska (1) Puszcze Polski (28) Racibórz (2) rower (165) Roztocze (9) różne (164) RPA (68) Ruda Śląska (3) Rudawy Janowickie (5) Rudy Raciborskie (34) Rwanda (18) Rybna (1) Rybnik (3) Rzeszów (2) safari (2) Sierra de Loarre (1) Singapur (3) Słowacja (59) Słowacki Raj (2) Sopot (2) street (122) Strzelce Opolskie (1) Suazi (4) Sudety (23) Sudety Wschodnie (11) Sumatra (35) Suwalszczyzna (2) Szałsza (1) Szklarska Poręba (1) Szlak Orlich Gniazd (2) Szlak Wygasłych Wulkanów (1) Śląsk (40) Świętokrzyskie (7) Tarnowice (1) Tarnowskie Góry (8) Tasmania (81) Tatry (38) Tatry Bielskie (1) Tatry Niżne (12) Tatry Zachodnie (25) Toruń (2) Toszek (4) Trójka (1) Turcja (2) Tychy (1) Uganda (32) Ukraina (7) USA (29) Ustroń (1) Warszawa (8) Wenecja Opolska (3) Wiedeń (1) Wielka Fatra (21) Wielkopolska (1) Wigry (2) Włochy (13) Włocławek (2) Wrocław (7) WTR (4) wwe (4) WWE Smackdown World Tour 2011 (4) Zabrze (3) Ząbkowice Śląskie (1) Zborowskie (2) Złote Hory (1) Złoty Stok (1) zmiana (5) Żelazny Szlak Rowerowy (1) Żywiec (2)

Archiwum bloga