Siedzieliśmy wczoraj do 23 z kawałkiem, sporo czytamy książek. Śniadanie przed 9, później wyjazd w góry. Jest chłodno, około 1 stopnia, mgła. Wjeżdżamy do wioski Lázne Libverda, obok jednej z chatek stoi Rolls Royce! Co? Ciekawa wioska. Jedziemy do końca drogą, ładne łąki, za chatką tutejszego gopru jest parking. Stąd ruszamy. Typowa zimna jesień, rdzawe liście na ziemi, lekko wieje, mgła gęstnieje. A my idziemy przed siebie. Ścieżka asfaltowa, z chatką Hubertka zamienia się na kamienisty kawałek szlaku, później znowu asfalt i szuter. O tej porze roku góry są puste. Nie możemy powiedzieć, że pogoda jest zła, uważam, że świetnie rozciągamy nasz sezon aż po połowę listopada. Paličnik w kompletnej mgle, wchodzimy na skałki, jest przeraźliwie zimno i biało. Nic nie widać. W tamtą stronę przeszliśmy ponad 7km, jedno miejsce tylko widzieliśmy z wyrębem drewna. Fakt, idziemy głównie narodowym rezerwatem. A może całe Izery w Polsce by tak objąć taką rangą? Na Smrek ze szlaku mamy godzinkę, kusi, ale co tam będzie widać? Nic. Zresztą byliśmy tam rok temu. Spacer zajął nam 5 godzin, jeden pieszy, jeden kolarz i przy aucie para z kijkami. Tyle ludzi, zwierząt brak. Forma jest, ruszamy się, nie ma siedzenia w domu. Zrobiliśmy plan czym w domu się zajmiemy, omawiamy najbliższe nasze zimowe wyjazdy… ech będzie pięknie.
Do domu ruszamy w niedzielę rano, mają tu przyjść deszcze, więc nic tu po nas. Jutro ostatni wypad w Izery, jakże ten czas leci, ale spędziliśmy go wybornie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz