padało. Zjedliśmy śniadanie. Pan właściciel wskazał mi pola w formularzu, których nie wypełniłem. Klucz mam oddać do rąk własnych. No cóż. Leje. Postanowiliśmy, że objedziemy okoliczne wioski. Najpierw Rymarov, ładnie tu. Jak zaparkowaliśmy auto, przestało padać, więc robimy obchód rynku. Nic szczególnego, kilka osób się krząta wraz z polską parą, gdzie mężczyzna chciał zaimponować swojej partnerce i tłumaczył, że hradek to cmentarz pod czesku. Jasne. Jedziemy do Bruntala, tam jest Billa, kawiarnia i restauracja z obiadem. Jadąc widzę na wzgórzu biały kościółek. Po zakupach w Billi podjeżdżamy na parking i robimy sobie spacer, jest chłodno, w górach pada, a my wykorzystamy maksymalnie czas tutaj. Jest to kościół pw. Matki Bożej Pomocnej, prowadzi do niego alejka, a wzdłuż niej droga krzyżowa. Ładnie tu. Później sława kawa na rynku, nieco lepszy obiad i powrót do domu. Zakończyliśmy słuchać Danikena, zaczynamy "Cywilizację Słowian". Poważne książki. Dobry weekend, choć bez szału, taka trochę zapchaj dziura, małe marzenie, by zobaczyć Jeseniki z południa. No i pobyć w Czechach, rok temu to był czeski rok, teraz mniej nieco Czechów, więc nadrabiamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz