dziś dzień odpoczynku dla nóg. O 9 rano podjeżdżamy pod lokalne Dino, tam zostawiamy auto, a pan kajakarz zawozi nas do Błędna. Chwilę mieliśmy okazję porozmawiać, jak tu się żyje, co nowego. Przez cały rok jest spokój, jednak od maja każdy weekend to dziki szał. Co jest dobrą informacją, w wakacje w tygodniu pustki. Rzeka jest dość spokojna, mam Olympusa na szyi, reszta popakowana. Płynie się dobrze, raz po raz pojawiają się kaczki, kadrów dziś nie brak. Ponad 20km przed nami. Rzeka pusta. W pewnym momencie drzewo leżące w poprzek rzeki nas zatrzymało. Utknęliśmy. Po bojach z prądem udało nam się przesunąć kajak na brzeg. Wyciągnęliśmy go z wody i przesunęliśmy po trawie dalej. Poza tym - żadnych wielkich przeszkód. Rzeka jest absolutnie czysta. Przyroda także robi wrażenie, chociaż jak miałbym porównywać do Czarnej Hańczy, to podlaska rzeka wygrywa. Pani siedzi za mną i stara się pomagać w nawigacji. Choć zacząłem się zastanawiać, skoro na rowerach jeździmy osobno, czemu zawsze kajak mamy wspólny? Ponad 5 godzin zajęło nam pokonanie tego dystansu, za Czarną Rzeką już się nużyło i dłużyło, zmęczenie również zrobiło swoje. Miło spędziliśmy czas, nogi odpoczęły przed kolejnymi dniami na rowerze. Pan kajakarz nas odebrał, niezwykle miły gość, który po kilkunastu latach spędzonych w Wielkiej Brytanii wrócił i realizuje swoje marzenie - organizuje kajaki. Jednak ma pod górkę, duża konkurencja, opłaty za wodowanie i zbieranie kajaków, problemy z własnością miejsc, gdzie zaczyna się lub kończy etap. Nie ma łatwo.
Obiad w Przystanku... a w pokoju padłem. Miała być krótka drzemka, wyszło ponad godzinę. Później krótki rower po miasteczku, ależ dobre lody. Ludzie tu są tak mili, że jak stałem w kolejce miła pani wskazała mi, gdzie są większe gałki. Później podjechaliśmy zobaczyć dworzec i do hotelu. Kawa i mecz Real - Bayern.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz