Spaliśmy krótko, ponad 6 godzin. Przed 7 schodzimy na śniadanie, bardzo dobre, choć do tego z Gdańska daleko. Jest wszystko co potrzeba. 7.30 rowerami jedziemy na dworzec, mamy pociąg do Czarnej Białostockiej. Podrzuci nas kawałek. Odjeżdża spóźniony. Miasto jeszcze śpi. Ładnie tu, nawet bardzo. Czarna Białostocka, dworzec prowizoryczny. Kierujemy się do Puszczy Knyszyńskiej, wracamy tu po 6-ciu latach. Patrzymy…. A tu morze przylaszczek! Jeszcze niedawno mówiliśmy, że na Kaczawie widzieliśmy jedną przylaszczkę, a tu… miliony. Sasanki i przylaszczki, biało-niebieski dywan kwiatów. Pięknie. Jak tu jest… no właśnie. Są punkty, gdzie jest wspaniale. Dworzysk, malutka osada, okolice rzeki Sokołda. Piękne miejsce, rzeka się wije, czysta woda, ogromne drzewa. Czy ja wspominałem, że do wielkich drzew się przytulamy? Po prostu podchodzę, obejmuje i tak stoję, biorę energię z takich drzew. Wariat, ale nic sobie z tego nie robię. Wcześniej był rezerwat Budzisk, ładnie. Kolejne fajne miejsce to zagroda żubrów w Kopnej Górze, jest kilka osobników, ładne miejsce. arboretum już znamy, więc nie wchodzimy. Za zagrodą jest takie malutkie miejsce w lesie, gdzie rozrosły się krokusy, niezwykle malownicze kwiaty. Rezerwat Woronicza, ależ to dzikie miejsce. Przebijamy się rowerami przez mało uczęszczane ścieżki. Lubię tak. Wraca do mnie myśl, czy ten pobyt nie jest swego rodzaju zachętą, by w obliczu problemów z paliwem i ryzykiem odwołania lotów pozostać w Polsce? Mam ochotę na Polskę i Podlasie, powtórzyć
BBKB sprzed 10-laty… możliwe. Czekam do 15. maja z decyzją. Za wioską Łaźnisko coś zaczęło mi strzelać w rowerze. Nie znam się na tym, ale coś w napędzie… rower po serwisie, korba wymieniona… jakby łożysko się posypało. Nic, jest wycieczka, jest przygoda. Po 10km ustało. Poza wymienionymi miejscami szału nie ma, lasy są bardzo eksploatowane, sporo wycinek, aż żal patrzeć. Turystycznie miejsce zaniedbane, mało znaków, szlaków, opisów… Tick, done, puszcza w sumie zaliczona, jeszcze jutro pojeździmy i w sumie nie ma po co wracać. Choć kajaki po Sokołdzie są kuszące.
W Czarnej Białostockiej nastąpiła ważna zmiana, jakby przełącznik ktoś przestawił, wyszło słońce i powiało ciepłem. Niemal pół dnia jeździłem w polarze i kurtce, zimno było. Z Czarnej jedziemy do Białegostoku, myślałem, że będzie nuda, tereny przemysłowe, a tu miła niespodzianka. Pola, lasy, domki, pustkowia, ładnie się jedzie. Restauracja Halva - magia, kuchnia tatarska, zamawiam tatar, wyborny. Później kawa w centrum. Padam. Piękny dzień, z małym niedosytem w lesie, do którego nie ma co wracać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz