Tacy z nas patrioci, że w święto państwowe jedziemy za granicę. No cóż, sądząc po ilości samochodów w Świeradowie polskie Izery i Chatka Goszystów jest oblegana. Jedziemy do Czechów. Parkujemy w Smědava. Rano zaskoczył nas Google Maps wskazując, że ta droga jest częściowo zamknięta. Okazuje się, że jest tam zakaz wjazdu aut powyżej 3.5 tony. Na parkingu kilka samochód. Da się zapłacić kartą. Jest zimno i mglisto. W Izerach to wspaniałe warunki na dobre zdjęcia. Tuż na początku trasy miejmy dwie starsze panie, które idą sobie z kijkami. Co za piękny widok, w taką pogodę wybrały się w góry. Brawo. Nie ma złej pogody, jest zły stan umysłu albo ubiór. Idziemy zielonym. Pierwsze 10 może 11 km trzeba przyznać jest dość monotonne, droga pośród drzew. Dobrze, ale te zapachy, ta cisza, te kadry makro… tęskniłem za tym miejscem. Planowaliśmy zejść ze ścieżki i iść w stronę bagien, ale trasa była zarośnięta, ale… w pewnym momencie uznaliśmy, że idziemy na północ, w stronę Polski. Przecinki tej nie miałem na mapie i jak spojrzeliśmy na zdjęcia satelitarne do do Izery dałoby się dojść. No no, czyżby nasza nowa trasa? Stamtąd do Chatki Goszystów już blisko. Najładniej jest w wiosce Jizerka, akurat wyszło słońce. Kilka chatek, muzeum, nieco ludzi i rozległe tereny. Pięknie. W nocy przy bezchmurnym niebie tu musi być pięknie. Świetny sidewalk jest wzdłuż Jizerki, małego potoku. Kawałki bezchmurnego nieba kapitalnie odbijają się w tafli wody, robi to doskonale kadry. Idąc do auta znajduję jeszcze muchomora w mchu i całe mnóstwo okazji do makro. Jednak zrobiło się ciemno, jest po 15 i nie ma co tutaj dłużej siedzieć.
Obiad jemy w Nowym Mieście pod Smrekiem, tam gdzie zawsze. Nie zawodzi restauracja, gęsina z tą kapustą i knedlikami - jest wyborna. Od 17.30 pierwszą pełna izerska hibernacja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz