Jak brzmi polskie tłumaczenie słowa „sanctuary”? Sanatorium dla zwierząt, to mi przychodzi do głowy. Po wizycie w Unzoo na Tasmanii odwiedzamy takie miejsca. To nie jest zoo, to miejsce, gdzie leczy się chore zwierzęta i stwarza im warunki zbliżone do naturalnych, aby mogły kiedyś wrócić do naturalnego środowiska. Tenikwa jest największym tego typu ośrodkiem w Western Cape, ludzie przywożą zwierzęta, które znaleźli, przywozi je też służba Parków Narodowych. Kupiliśmy u nich całodzienny pobyt z przewodnikiem, taka „szychta”, gdzie towarzyszy im się w typowej codziennej pracy. Myślałem, że tam będą tłumy ludzi, gdzie tam - jesteśmy praktycznie sami. Na palcach jednej ręki można policzyć takich zapaleńców jak my, którzy w tym roku odwiedzili na cały dzień to miejsce.
Nasza przewodniczką jest Bonitwa.
Plan jest następujący - oprowadzi nas po zwierzętach, później pójdziemy do okolicznego lasu, zjemy lunch i będziemy karmić zwierzęta. Jest ich 54. Gwiazdą tego miejsca jest para lwów, brat i siostra, z czego samiec to biały lew. Jest gepard, lampart, karakale, serwale. Mają też kilka pingwinów, które karmią olejem, jak nabiorą masy, to wypuszczą je na wolność, by mogły popłynąć do Mossel Bay. Dzień upłynął nam bardzo szybko. Przewodniczka zaskoczyła mnie dwa razy. Pierwszy raz, jak zapytała czy Poland i Holand to to samo. Drugi raz w lesie - patrzymy na hubę, pyta, czy w Polsce też słonie jedzą hubę… nie wiem. Niemniej wkłada w swoją pracę swoje całe serce, każde zwierzę nazywa po imieniu, rozmawia nimi i troszczy się o ich zdrowie.
Wspaniały dzień, pełen wrażeń, inny dzień. Zamiast iść na kolejną górę, gdzie widoki są zbliżone, postanowiliśmy nieco odetchnąć i zafundować sobie trochę odmienności, warto bardzo.
Jutro wracamy na Karoo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz