Wstaliśmy skoro świt, śniadanie, zanosimy rzeczy do auta i w drogę. A mamy ze sobą bardzo dużo rzeczy. Plan jest prosty - zahibernować się w Izerach. Co to znaczy? Po zejściu z gór od godziny 16 każdego dnia zaszyć się na kanapie w jazzie, książce, herbacie, kawie… tak już robiliśmy dwukrotnie i mamy apetyt na kolejny taki trzeci pobyt. Przed nami 9 izerskich dni. Skoro muszę wybrać urlop… to w drogę.
Kilka razy jak jechaliśmy na zachód, towarzyszył nam Mann w jego piątkowej porannej audycji. Wczorajszą piątkową nagrałem na komputerze, przegrałem na telefon i jest! Jak raźniej się jedzie. W Świeradowie mamy zabukowane mieszkanie, wczekowanie od 16, więc najpierw w górki. Czuję zastygnięte mięśnie. Ostatnie trzy dni były ciężkie, pracowałem z domu, mało ruchu tylko poranny codzienny spacer. Pani do późna w pracy… mało słońca. Więc z wielką ochotą ruszam dziś na krótką trasę w słoneczny dzień.
Idziemy w miejsce, w którym byliśmy tu rok temu. Wioska Przecznica i Jelenie Skały, genialny punkt widokowy. Myślę sobie - piękne słońce, cudna pogoda, usiądę na kamieniach w szczycie i w ciszy odpocznę… jasne. Tuż nad wierzchołkiem, charakterystycznym, bo duże głazy widać z oddali, słyszę głosy, jakby dziecięce. Wchodzimy na skały, głosy się zbliżają. Ja wiem… z 15 osób! Kilka chłopców, które wchodzą na drzewo! No ciekawa forma spędzania czasu… świat zwariował. Posiedzieliśmy tam z 20 minut, ciszy nie było, byli turyści, którzy popijali wódkę. Witaj w Polsce. Na szczęście kilka kolejnych kilometrów było już przyjemniejszych. Cudne trasy, piękne lasy.
Wieczór po mszy to już Heresy i Kostaryka, Belfer sezon 3 i książki.
Zaczynamy 9 dni nicnierobienia, hibernujemy się!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz