dwa weekendy z rzędu nie pojechaliśmy na weekend. Naładowaliśmy akumulatory solidnie w Borach, teraz prace domowo-ogrodowe oraz pogoda, kapryśna. Plan na ten rok, głównie rowerowy ustalony. Są tam "wielkie szlemy", kapitalne trasy, które czekają na właściwy moment. Poznajemy nieznane, więc pojechaliśmy do Kobióra. Małej wioski pośrodku lasów. Ładne zakątki, jak wyjdzie słońce, to grzeje mocno. Wczoraj pierwszy raz z Nikonem 105mm, poezja. Za mało powiedziane. Choć frustracji nie brakowało, jak mi focus zaczął dziczeć, poszukałem w internecie i chyba tak to jest. Jak tylko ostrzyłem z ziemi, na stabilnym gruncie, stabilniejszym, niż moja dłoń, wszystko zagrało. Uczę się go, pierwszy obiektyw makro. Będzie się działo. Patrzę na wiat z nowej perspektywy i co widzę? zwykłe kwiatki przybierają zupełnie inne kształty. Wyczekujemy pogody, co chwila śledzę prognozy. Nie ciągnie nas w góry, na piesze wycieczki, a może inaczej - nie ciągnie nas w Beskidy, choć to zawsze jest jako alternatywa. Ten tydzień nieco crazy, 2 dni w Warszawie, później dwa dni w Szczyrku, wracam w piątek po południu i... no właśnie, naciągamy pogodę. Nic nie musimy, wszystko możemy weekendowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz