z choroby już niemal w pełni wyszliśmy. Pora więc ruszyć w teren, zimowa lista jest ogromna. Nadrabiamy zaległości świąteczne, czyli spacer z
audioprzewodnikiem w Żywieckim i spacer po Bielsku z kawą w Akwarium. Przygotowałem się sumiennie, wziąłem 3 obiektywy z nadzieją a świetne kadry. Telefon przygotowany. W niedzielę, 2 dni temu pojechaliśmy. Zaczynamy w Gilowicach. Audioprzewodnik już nawija, widzę kadr, robię zdjęcie. Wziąłem 28mm bo na taką ogniskową się napaliłem oglądając testy Voiglandera. Robię drugie zdjęcie... coś mi tu miga na czerwono... nie mam karty... zaraz zaraz, mam przecież dwa sloty, patrzę, nie ma ani jednej karty... Ależ byłem wściekły, co za fujara ze mnie, tak się przygotować i taki wyjazd... ech. No nic, zrobię coś telefonem, ale to nie to samo. Gilowice - malutka wioska, ładny stary kościółek, nie wiedziałem, że takie ławki dookoła pod daszkiem, to soboty. Nazwa wzięła się od osób, które dawno temu już w soboty przyjeżdżały na msze. To, co mnie notorycznie dziwi, to zamykanie kościołów. Wysiadamy z auta w Gilowicach, ludzie wychodzą z kościoła, docieramy tam ja wiem 10 minut później, przedsionek otwarty, reszta pozamykana. Szkoda. Druga wioska to Ślemień. Tutaj park etnograficzny, ale jest zamknięty. Mimo to spacerujemy i słuchamy opowieści. Słonko świeci, auta nie jeżdżą, ludzie nie chodzą... chociaż wróć, jedna osoba szła, pan czarnoskóry, który ładną polszczyzną nas pozdrowił. Warto będzie tu wrócić do tego parku. Z drugiej strony nie widzimy tu nic, co by nas przyciągało rowerami. Tras niewiele, ciekawych miejsc nie widzę... Ostatni przystanek do Świnna. Półgodzinny spacer dookoła wioski. Smutne jest to, że jeżdżąc po tych zakamarkach jadę po strasznych dziurach. Zwracam na to uwagę, bo wpływa to na mój komfort i po prostu mnie frustruje. Nic to. Kończymy objazd żywieckich wsi, jedziemy do Bielska. Uwielbiam je, nawet z dziurami jak ser na drodze. Parkujemy jak zawsze na Krasińskiego i na bielski rynek. Z radością odnotowuję, że w odrestaurowanych kamienicach przybyło knajpek, tak trzymać. Tutaj niemal na każdym kroku mamy swoje wspomnienia, Pani je wyciąga z zakamarków swojej pamięci. Fakt, tak wiele tu przeżyliśmy. Po stronie Białej - jakoś tak po odsłuchaniu właśnie audioprzewodników lepiej rozumiem historię i podział - też ładnie. Jest nowa kawiarnia, Coffee House. Wskakuje na ciepłą filiżankę mocchi. Rynek również wyremontowany i ładnie oświetlony. Wreszcie Akwarium i kawa. Ludzie jak zawsze szpecą albo w milczeniu coś tam czytają. Siadamy na kanapie i mówię Pani, że mógłbym tu siedzieć całą noc, na zewnątrz może być murza śnieżna i będzie super. Bardzo dobrze tam się czuję. Trzeba znowu przyjechać na Bielsko Cup Tasting, bo są nowe miejsca, no i kartę muszę zabrać.