czas na Kaczawę IV! a to już rower i trzeba się dosycić Kaczawą do pełna. Piątkowa rutyna, choć przyznam coraz później wyjeżdżamy, kiedyś o 14 ruszałem z domu. Teraz 16 u Pani, wsiadam w auto, Poranna Manna i jedziemy! Jest długo widno, więc po wczekowaniu i zaprzyjaźnieniu się z nowymi/starymi ludźmi ruszyliśmy w "naszą" poziomkową uliczkę. W tym roku bida, malin trochę, poziomek wcale. Może za późno jesteśmy? Wieczorem powtórka tour de France i spać.
Spało się dobrze, śniadanie i jedziemy do Wlenia. Wiadomo, ulica Pocztowa i w drogę! We Francji Alpe d'Huez, a my tu swój królewski etap przejeżdżamy. I co się dzieje, to niesamowite. Zaraz za rogiem giga podjazd na wzgórze zamkowe. Ja trochę szybciej, Pani z tyłu. Idzie dwoje starszych osób, o lasce, powolutku na spacer. Pozdrawiam, a oni mnie zagadują, jak miło. Panią też zagadali, zapytali dokąd, skąd itd. Widzieliśmy ich wieczorem w kościele po mszy. Jedziemy dalej, kolejny człowiek pyta mnie, czy mnie popchać, jak jechałem pod grę. Czy ja tak źle wyglądam? chyba nie, po prostu miły był. W sumie na 6 osób 5 z nich nas zagadało, uśmiechnęło się lub zaoferowało pomoc. No pięknie, Polska się zmienia!
Najładniejszy kawałek za Radomicami, i to się pewnie nie zmieni. Kolejny rok mija, a my zdrowi, w ruchu przejeżdżamy przez nasze ukochane tereny. Ładnie domy się zmieniają, remontują się, drzewa rosną. Lubomierz, wyjątkowo mi wpadł w oko tym razem. Nowa kawiarnia na rynku, właścicielka przyucza nowa panią baristkę, kawa wiadomo... ale ja uwielbiam się zatrzymać, "wspierać lokalny biznes", paradoksalnie ta kawa nam dała niezłego kopa.
Mirsk, jak zawsze przerwa na pizzę i herbatę. Jaka dobra pizza! Mirsk też się zmienia, rynek jest brukowany, a był asfaltowany. No proszę, aż miło widzieć.
Jedziemy na pamięć, nie mam wytyczonej trasy, znam każdy kilometr. Lwówek Śląski, Pani zaprosiła mnie na lody, dobre i wielkie. To już drugie miejsce po Lubomierzu, które wejdzie do naszego repertuaru.
Stałym punktem naszej wyprawy jest przerwa przy pomniku w Niwnicach. Wakacje, pomnik nieznany, schowany w drzewach, zawsze tam było pusto, a tym razem... 5 dziewczyn, 2 chłopaków w celach mi nieznanych, ale pewnie dalekich od wspólnego poznawania literatury siedzą tam na "naszych miejscach". No wiecie co? dziś i tu i teraz? a niech mnie... no ale my zatrzymaliśmy się, co przerwa to przerwa.
Pogodowo - upał, ale nie zwalniamy tempa i przed 18-tą jesteśmy we Wleniu. Jak policzymy przerwy na kawę plus długie czekanie na pizzę, śmiem twierdzić, że byliśmy szybciej niż rok temu. Zdążyliśmy na mszę i do domu odpocząć. Co za piękny dzień, jak co roku!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz