niedziela, 21 stycznia 2018

RPA - dzień 13 - Safari numer 4 i 5 - Hluhluwe - iMfolozi Park & ujście St. Lucia

Dziś to był siedzący dzień. Pobudka o 4, krótkie i szybkie śniadanie, o 5 pan przewodnik po nas przyjechał, dołączyło do nas później dwoje Belgów i pojechaliśmy na Safari do Hluhluwe-iMfolozi. Półdniowe, co ma duży sens. Zwierzęta aktywne są rano, im bliżej południa, tym mniej. Podobnie jak przy poprzednich Safari, zwierzęta tu, zwierzęta tam. Ten park jest o tyle ciekawy, że jest o wiele bardziej pagórkowaty niż Kruger, przez co można łatwiej podziwiać krajobrazy. Wrażenie nadal robią nosorożce. Nowością były dzikie psy, które bardzo trudno wytropić. Podobno zjadają ofiarę żywcem, w przeciwieństwie do innych drapieżników, którzy najpierw starają się ją zabić, później zjeść. Pogoda była w sam raz, pochmurno, później deszcz. Lepsze to niż upał. Po 14 wsiedliśmy na łódkę i popłynęliśmy na północ ujściem rzeki Hluhluwe nazwanym od miejscowości i jeziora St. Lucia. 7 rzek wpływa do tego miejsca. Trzy gatunki zwierząt zachwycają tu, które można podziwiać w naturalnym środowisku - hipopotamy, krokodyle i bielik afrykański.

Co ciekawe, dziś wrzucając ten tekst na bloga, ten dzień, 15.11.2017 obfitował w najładniejsze zdjęcia. Tak wyszło. Kruger jest genialny, ale najlepsze moim zdaniem zdjęcia "wyszły" tam, w Hluhluwe - iMfolozi. Znowu potwierdza się reguła, że najlepiej jest tam, gdzie nikt (albo mniejsze tłumy) nie zagląda. Aż cztery albumy zdjęć przygotowałem z tego miejsca.



RPA d13 imfolozi
środa, 17 stycznia 2018

RPA - dzień 12 - pożegnanie z Suazi & St. Lucia

Noc minęła koszmarnie, metalowy dach oddawał swoje ciepło, jednak jeszcze wtedy nie wiedziałem, że TEN właśnie dzień będzie tak pamiętny. Klimatyzacja była głośna, zatem bardzo mało spałem. O 8.30 ruszyliśmy na południe. Droga MR16 z okolic Siteki do Big Bend w żałosnym stanie. Na dworze 33 stopni, a my uprawiamy slalom. Dziura na dziurze, obok nas pędzą tiry. Miejmy wioski, nędzne wioski. Żal patrzeć. Utkwił mi jeden kadr w głowie, po lewej stronie szosy maszeruje mały chłopczyk do szkoły, idzie dzielnie żwawym krokiem. Dookoła pełno śmieci, blaszane domki. Jednak jego koszula wyprasowana, niczym nowa.

Zależało mi dojechać do wioski Nsoko, którą upatrzyłem sobie na mapie dawno temu analizując co chcemy zobaczyć w Suazi. Wiedziałem, czego mogę spodziewać. Chciałem to uwiecznić. Zjechaliśmy z drogi MR8, szuter. Mijamy zniszczone boisko, kilka domów. Po obu stronach drogi dwie budki. Driving school i sklep. Przy drodze siedzi starszy pan, coś do mnie mówi. Chwytam za aparat, wychodzę z auta. Pani zostaje w środku, na wypadek awaryjnej ewakuacji z wioski. Uśmiech, powitalne gesty, kciuki do góry praktycznie gwarantują miłe przyjęcie. Idę do sklepu, by coś kupić, cokolwiek. Od tego nawiązuję kontakt. Wchodzę, za ladą człowiek hinduskiego pochodzenia, sklep nawet dobrze zaopatrzony, chwali się, że dalej jest jego drugi sklep. Kupuje wodę do picia. Zaczynam rozmowę, pytam, czy mogę mu zrobić zdjęcie, w tym momencie wchodzi matka z dzieckiem. Podchodzę do starszego mężczyzny przy ulicy, znowu coś do mnie mówi. Wskazuję na aparat, nie widzę sprzeciwu. Kilka fotek. Wręczam mu banknot, jest prze szczęśliwy. Coś mnie tchnęło, by pójść do drugiego sklepu. To jest jak narkotyk, czuję się świetnie w tym miejscu, wiem, że nic mi się nie stanie i mam ochotę robić zdjęcia. Wchodzę, widzę niemal puste półki, wieszaki, na nich poniszczone ciuchy z naszywką z ceną.
- Hello !?! - wołam
Po kilku razach słyszę jakiś pomruk. Na ławce przy wejściu w sklepie przykryta niebieskim płótnem drzemie dziewczyna, około 15 lat. Tak mi się wydaje. Od razu przykuwa moją uwagę swoim smutnym, albo nawet przygnębiającym wyrazem twarzy.
- Cześć - zaczynam, to Twój sklep ?
- tak - odpowiada ze smutkiem w głosie.
Co mam zrobić, co powiedzieć ? Wyjść? pocieszyć?
- czy mogę zrobić Ci zdjęcie ? Pytam
Po chwili zastanowienia dostaję zgodę. Strzelam fotki. Wyraz twarzy się nie zmienia. Nie mam odwagi prosić o uśmiech. Sięgam do kieszeni, daję jej wszystkie banknoty, które mam. Nie ma tego wiele. Ale chcę wyjść z poczuciem, że coś dałem także od siebie.
- thank you very much - cichy i bojaźliwym głosem dziękuje mi za podarunek
Wychodzę ze sklepu przybity. To nie jest życie, to wegetacja. Prawdziwa Afryka. Kilka metrów dalej robię zdjęcia chłopakowi, który woli prowadzić rower, niż nim jechać w tym upale. Pytam, czy ma maila, bo mu wyślę zdjęcia. Mówi coś o Facebooku, podaje nawet nazwę profilu. Nie pamiętam jego nazwy.
- ale wyślesz ? - dopomina się.
Naprawdę nie wiem, czy mi się uda. Postaram się go odnaleźć. Stajemy przy boisku, robię zdjęcia okolicznym budynkom i ludziom tam mieszkającym. Jedziemy dalej. Piękne kadry wpadają mi w oko, ludzie pracujący w polu, pasterze, ludzie przy domach... nie możemy wszędzie stawać. Wieczorem mamy zabookowane nocne safari, musimy jeszcze przejechać 200km do St. Lucia. Jedziemy dalej. Najważniejsze dopiero przed nami. Jakieś 15km do Lavumisa, tam gdzie Google maps pokazuje dosłownie "nic", wzdłuż drogi MR 8, pojawiają się drewniane chatki, niektóre to takie typowe okrągłe afrykańskie domki. Żal patrzeć. Jest gorąco, momentami 36 stopni. Stajemy. Kilka osób kręci się przed domkami. Przechodzę przez drogę, proszę o zgodę na zdjęcia. Nie wiem, czy ją dostałem. Jedna z kobiet chowa się za chałupką, inna zgarnia dzieci i idzie w moją stronę. Próbuję porozmawiać, ale bezskutecznie. Stoi przede mną z chyba piątką dzieci. Uwieczniłem to co chciałem. Głód, smutek, bieda - rzucają się w oczy od razu. Wyciskacz łez dla tych o miękkim sercu. Moje mięknie w oczach. Uśmiecham się do nich i wracam do auta. Ona z całą grupą idzie w naszą stronę. Wyciąga rękę, prosi o pieniądze. Przynajmniej tyle możemy dla nich zrobić. Ręka dorosłej kobiety i kilka małych rączek dotykają szyby samochodu, podczas gdy ta zamyka się i odjeżdżamy. Wegetacja. To brutalna prawda o prowincji Suazi, o wielu ludziach, którzy są pozbawieni sensu życia i perspektyw. A Suazi to tylko jeden maluteńki kraj na tym wielkim kontynencie. Sumienie boli, człowiek myśli i analizuje. Dwie godziny później jemy morszczuka z frytkami w restauracji, bo jesteśmy głodni...

Z każdą chwilą zaczynam coraz bardziej rozumieć Kapuścińskiego, Kydryńskiego czy nawet Cejrowskiego.

I jeszcze jeden wątek o Suazi i z Suazi. Przejście graniczne. Dwóch celników niemal na leżąco spoczywają w cieniu budki, uśmiech na twarzy, jeden z nich nas pyta:
- skąd jesteście ?
- Poland - odpowiadamy
- Holland ? - pyta drugi raz, nie ważne jak akcentuję P, niemal zawsze słyszą H
- no, P- oland - odpowiadam akcentując dobitnie pierwszą literę.
- aaa, Poland. A jaką macie tam walutę? - pyta. Co zaczyna zastanawiać, zazwyczaj takich dyskusji się nie ma na granicy opuszczając państwo.
- złoty
- nie Euro ? Pyta zdziwiony
- not yet - słyszy w odpowiedzi

Ale ta historia ma ciąg dalszy. Tego samego dnia, tuż przy plaży w St. Lucia spotykamy belgijskie małżeństwo, z którymi mijaliśmy się na kontroli granicznej. I powiedzieli nam, że jak owi celnicy usłyszeli od nich, że mają to Euro, to chcieli zobaczyć banknot, bo "jeszcze nie widzieli".
Niemniej, my na "do widzenia" usłyszeliśmy coś, co jest absolutnie szczere, prawdziwe i tak zapamiętamy ten piękny kraj - "swaziland... very peaceful country".

Jestem padnięty jakbym na rowerze z Suazi jechał. Dojeżdżamy do St. Lucia. Jeszcze nie wiemy, jak tu pięknie. Krótki spacer po plaży. Ocean Indyjski. Pierwszy kontakt z nim. O 19 wyjeżdżamy na nocne safari. Kolejne niesamowite wrażenia. W głębi lądu szaleje burza, pioruny uderzają zewsząd. Momentami jest widno jak w dzień. Kierowca ma dwa reflektory, jeden daje jednemu z uczestników safari, drugi on sam dzierży w dłoni. Do tego światła samochodu. Polegamy jedynie na naszym szczęściu i wypatrujemy podwójnych kropek - oczu zwierzęcia, które się świecą w oddali w kontakcie ze światłem. Hipopotamy pojawiają się jako pierwsze. Mało światła, trudno o dobre zdjęcie dziś. Po 10 minutach antylopy na nikim nie robią wrażenia. Później bywało różnie ze szczęściem - długo nic, żyrafa, sowa, hiena, zebry... Inna perspektywa dziczy. Warto.

RPA d12 Suazi Nsoko


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Soblówka - Świtkowa

w sobotę pojechaliśmy w góry, w końcu. Nie licząc zbytnio na śnieg. Kiedyś przy kawie wypisaliśmy listę górskich zimowych tras na ten rok. Ciągle Soblówka i okoliczne osady i osadki są dla nas tajemnicze. Malownicza kraina i mnóstwo przecinek. Zatem poszliśmy. Na parkingu przy kościele niemal bez śniegu, jakieś -1 stopni. Długo szliśmy drogą leśną, ale do czasu. Droga się kończy, zaczyna się zmarznięte błoto. Jak tylko pojawiła się sensowna przecinka - hop do góry. Na dziko, najlepiej strumieniem. Wiem, że błoto, ale przynajmniej widzę, gdzie stąpam. Cicho i bezludnie. Jak tylko weszliśmy na grzbiet na niebieski szlak, zima dała znać o sobie. Ciężki tydzień pracy też odcisnął piętno. Ciężko się początkowo szło, ale w końcu powiedziałem sobie - "chłopie, ładujesz baterie!" i pomogło. Zima trzyma. Na grzbiecie dużo więcej śniegu, wieje i odczuwalnie jakieś -10. W końcu czuć zimę. Doszliśmy do Świtkowej, później strome zejście ale też i ładne widoki. Był cień szansy jeszcze w domu, że dojdziemy do Bacówki. Ale raz - mgła i nic nie było widać powyżej 1000m i jednak godzina dodatkowej drogi. A chcieliśmy dziś obadać mało znane albo nieznane miejsca i zejście z Przysłop do Soblówki. I właśnie tym kawałkiem zeszliśmy. Przy potoku zorientowaliśmy się, że byliśmy tu kilka lat temu, ale śniegu było po sam pas. Nawet nie wiem kiedy minęło te 10km. Przy samochodzie - dramat. Na naszych oczach ścinali wielkie choiny przy Schronisku Młodzieżowym. Były tam "zawsze". Poza tym - było świetnie, czuć jeszcze głód gór, tych białych. To dobrze. Myślę sobie, że następnym razem podejdziemy już na Krawców. Jeśli będzie śnieg, Rycerzowa i zjazdy. Niedźwiedź - tu się zawiodłem i tyle tylko napiszę. Szkoda.

Jak dobrze pójdzie, już za tydzień legendarny, zimowy Winter Cieszyn Foto Seszyn, tym razem z ten czeski. Oj, będzie się działo. Cieszyn, Pszczyna, Bielsko... to są nasze klimaty, szczególnie zimą.



Soblówka Beskid 2018

Etykiety

Adršpach (1) Australia (39) B&W Photo (48) Babia Góra (2) Barcelona (22) Beskid Makowski (1) Beskid Mały (5) Beskid Niski (26) Beskid Sądecki (3) Beskid Śląski (6) Beskid Śląsko-Morawski (8) Beskid Wyspowy (4) Beskid Żywiecki (61) Białoruś (3) Biebrza (9) Bielsko Biała (8) Bieszczady (19) Bory Stobrawskie (3) Broumowskie Ściany (2) Bryan Adams (3) Chorwacja (8) Chudów (1) Cieszyn (3) Czechy (1) Częstochowa (2) Dolina Baryczy (2) Dolinki Krakowskie (1) Dolomity (11) fotografia (1) Francja (13) Gdańsk (7) Gdynia (1) Gliwice (1) Goczałkowice (4) Gorce (1) Góra Św. Anny (2) Góry Bardzkie (2) Góry Bialskie (3) Góry Bystrzyckie (7) Góry Choczańskie (4) Góry Izerskie (6) Góry Kamienne (1) Góry Orlickie (2) Góry Sowie (4) Góry Stołowe (4) Góry Świętokrzyskie (2) Góry Wałbrzyskie (1) Góry Złote (5) GR 20 (10) Hiszpania (22) Holandia (1) Istebna (2) Jeseniki (3) Jura Krakowsko-częstochowska (3) Katowice (7) Kędzierzyn Koźle (1) Klimkówka (1) Kłodzko (1) Korona Gór Polski (1) Korsyka (13) Kraków (2) Kruger (3) Kudowa Zdrój (1) Lądek Zdrój (2) Luciańska Fatra (2) Łańcut (1) Łężczok (1) Magura Spiska (2) makro (2) Mała Fatra (8) Masyw Śnieżnika (4) Mikołów (2) Moszna (1) nba (1) Niemcy (4) Nikiszowiec (2) Nowa Zelandia (76) Nysa (1) Ojców (1) Opolskie (2) Osówka (1) Paczków (1) Pasmo Jałowieckie (2) Podlasie (32) podróże (6) Pogórze Kaczawskie (2) Praga (18) Promnice (1) Przedgórze Sudeckie (2) Pszczyna (7) Puszcza Białowieska (11) Puszcza Knyszyńska (7) Puszcza Niepołomicka (2) Puszcze Polski (18) Racibórz (1) rower (31) różne (162) RPA (20) Ruda Śląska (1) Rudawy Janowickie (2) Rudy Raciborskie (10) Rybnik (2) Rzeszów (2) Słowacja (18) Słowacki Raj (2) Sopot (1) street (48) Suazi (4) Sudety (14) Sudety Wschodnie (11) Szklarska Poręba (1) Śląsk (3) Tarnowskie Góry (1) Tasmania (40) Tatry (25) Tatry Bielskie (1) Tatry Niżne (7) Tatry Zachodnie (20) Toszek (1) Tychy (1) Ukraina (6) USA (29) Warszawa (1) Wenecja Opolska (2) Wielka Fatra (11) Włochy (13) Wrocław (3) wwe (4) WWE Smackdown World Tour 2011 (4) Zabrze (1) Ząbkowice Śląskie (1) Złoty Stok (1) Żywiec (2)

Archiwum bloga