W nocy padało, nie spałem spokojnie. Później Kevin zrobił nam śniadanie, jak zwykle pomidory, cebula, jajko, bekon, chleb i masło. Wszystko na ciepło. Do tego herbata z mlekiem. Na stole świeże gazety. Już miałem zacząć jeść, a tu do jadalni zaczęły schodzić się kobiety. 5 osób, które narobiły larma. Na widok jednej z nich i jej dekoltu Kevin stwierdził, że ona ma „unlimited coffee” u niego. Zgodził się schować nam bagaż na kilka godzin. Przed 9 poszliśmy na Harrington Street po auto. Dwa tygodnie temu zabookowaliśmy auto i dobrze, że tak wcześnie (w sumie zawsze tak robimy). Od tamtego czasu wypożyczenie auta zdrożało o 50%. W wypożyczalni, jak wszędzie, nie ma problemu. Zgodzili się, aby odebrać auto po 13. Idziemy na miasto, uwielbiam chodzić po porcie. O 10 pijemy kawę z Piratami w „naszej” Hobart Coffee Roasters, później galeria obok Admirała, szwendanie po mieście. Znowu na siebie wpadliśmy w sklepie górskim. O 13 odbieramy nasze Suzuki, jedziemy w stronę Parku Narodowego Mt Field, gdzie w mikro mieścinie mamy 3 noclegi. Po drodze zakupy w Woolworth w Glenorchy (co za nazwa… ach). W mieszkaniu mamy pralkę, którą zaraz wykorzystujemy - sporo prania po Overland.
Jutro w góry, jak pogoda dopisze, bo ta zaczyna się psuć. W Hobart dziś zmokłem. Jednak po Overland - podczas tej ekspedycji jestem tasmańsko spełniony. Wszystko co nas spotka, to tylko dodatkowy cudowny bonus.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz