U Pani ta trasa była bardzo wysoko, z kolei u mnie - na niskim miejscu. Miała rację, jest pięknie. Pojechaliśmy z rana po porannym obżarstwie śniadaniowym do wioski Tobolewo. Co za miejsce! Tam zaczęliśmy pedałować. Na północ przez las. Ptaki cudownie śpiewały, mnie bolały ręce i nogi. Czuję się słabo. Patrzymy na prognozy, deszcz ma przyjść około 12. Pierwszy kontakt z Wigrami mamy w Czerwonym Krzyżu, gdzie skręcamy na zielony szlak im. Antoniego Patli. Jest tam Zatoka Krzyżańska. Ptaki śpiewają, a my nasłuchujemy. Z tych wszystkich polskich perełek właśnie ten krajobraz augustowsko-wigrowy jest najładniejszy, bo jest różnorodny, stanowi połączenie lasów, pół, łąk i jezior. Nie mają tego Bieszczady, które przeszliśmy i są w dużej mierze już skomercjalizowane, nie ma tego Biebrza, nie ma tego Białowieża, gdzie też są tłumy, choć drzewa cudowne. Kolejne WoW są w Mikołajewie, gdzie rozpościera się widok na jezioro. Zielone polany, od czasu do czasu domek, spokojne jezioro i gdzieś tam na nim łódka, w niej wędkarz. Czas się zatrzymał. Jest naprawdę pięknie. Gdybym nie musiał wybrać kilku dni urlopu, nie byłoby nas tutaj. Nie żałuję, że tu przyjechaliśmy. Ba, twierdzę, że podziwiam najładniejszy zakamarek Polski, jaki do tej pory widziałem. A że strasznie narzekam i poprzeczka u mnie jest wysoko postawiona, to tym bardziej ta część Podlasia zasługuje na uznanie. Tak, Podlasie jest niezwykle. Jadąc rowerem od czasu do czasu mijamy kładki prowadzące do jeziora. Obok szyld informujący, że wejście za zgodą właściciela. Do licha ze zgodą, gdzie go tu szukać? Skoro słychać grzmoty, a widok wspaniały. Południowo-wschodnie Wigry... tak tak. Grzmi, mapy pogodowe pokazują, że za godzinę będzie deszcz. Ja nie chcę dodatkowo zmoknąć, za dużo do stracenia. Jutro piękny dzień, choć zimny i długi weekend się szykuje. Więc mniej znaczy więcej. Jedziemy lasami do auta. Mikołajewo, piękna wioska. Kilka domów tylko. Działkę sprzedam tu i tam. 2 telefony i masz hektary. W zimnym wietrze mijamy Krusznik (co za miejsce i posesje) i Bryzgiel docierając do auta. Jeszcze raz napiszę - odkryliśmy dziś piękne miejsca w tym zakątku świata. Kapitalny sklepik w Tobolewie, własny chleb, ciasta, miód - na sprzedaż. Kupione. Kolejne godziny spędzamy w domu, trochę w pokoju, trochę na dworze, pisząc i czytając. Na obiad do Augustowa. A jutro... tak, koniecznie, objeżdżamy Wigry. W niedzielę już powrót do domu. Szkoda, ale po 4 dniach znowu znowu wyjazd. I tak trzymać!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz