Wczoraj było zachwycanie, a dziś umieranie i to z całą powagą. Zaszkodziła mi kolacja i tłusty tuńczyk w małej puszce. Noc była kiepska, ciężka, mało snu. Jednak poranek… dramat. Wymioty i to dużo. Aż brakło amunicji. Straciłem sporo wody i nie miałem ochoty na jedzenie, do tego dreszcze. Drugi dzień Overland Track a tu takie przeboje. W nocy Pani mi pomogła, pierwsze co zrobiła, to założyła czapkę na głowę, dała tabletkę. Zaś rano wszystko ogarnęła. Wyszliśmy około 10, czułem się 4/10. Dobrze, że była pogoda i około 9km marszu. Niewiele pamiętam z tego dnia. Zrobiliśmy side walk nad jezioro Lake Will z małymi plecakami. Przepakowanie najpotrzebniejszych rzeczy kosztowało nas zdecydowanie za dużo czasu niż wrażenia z jeziora. Mnie chce się pić, słabnę w oczach. Co kilkadziesiąt metrów patrzę na mapę ile jeszcze, metry lecą powoli. Pani już nic nie pije, zostawia wszystko mnie. Ciężko mi zrobić każdy kolejny krok, momentami robi się ciemno przed oczyma. Znam to uczucie. Mam sucho w ustach, jak miałem w Albanii rok temu. To oznaka odwodnienia. Modlę się, aby tylko bezpiecznie dojść do chaty, nic sobie nie uszkodzić, nie przewrócić się i spać dziś w środku, nie w namiocie. Szczęście nas nie opuszcza. Dziś otwierają nową chatę Windermere! Ma więcej miejsc, a to oznacza, że prawie na pewno śpimy w pokoju. Jak tylko wszedłem do chaty, zawitałem do kuchni, gdzie zastałem znajome twarze z Waterfall Valley Hut, pytam - gdzie jest woda? Czy możemy tu zostać? Gdzie są bunksy, czyli boksy z pryczami. Chwilę później grzeję wodę na herbatę. Tak bardzo jej potrzebuję. Woda jest brana z wielkiego zbiornika na deszczówkę. Siedzą przy nim rangerzy chaty. Mimo zmęczenia zagaduję, czy z okazji otwarcia nie ma jakiegoś celeberation coca colą? A nuż? Ile ja bym dziś dał za puszeczkę… Herbata stawia mnie na nogi, czuję głód. Następnie jem to, co mieliśmy dziś na śniadanie - mleko w proszku, orzechy, płatki, suszone owoce. Wiem, że jak organizm to odrzuci i znowu zwymiotuję… to zostaje helikopter. Nie odrzucił. Do wieczora jeszcze wypiję 2 litry elektrolitów. Po posiłku idziemy na spacer dookoła chaty, cieszę się jak mały Kazio z powrotu do żywych, bo 300 metrów od chaty ledwo człapałem po mokrych kamieniach z 20kg bagażu na plecach.
Po dzisiejszym poranku stało się jasne, że w naszym Overland Track liczy się przejście, nie zdobycie szczytów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz