niedziela, 11 stycznia 2026

Winter Cieszyn Foto Szeszyn

klasyk nad klasyki, nasza coroczna wędrówka po zakamarkach okolic Cieszyna z finałem właśnie w tym mieście. Z roku na rok coraz mniej Cieszyna, bo już wszystko spenetrowaliśmy, ale sam fakt zanurzenia się w miasteczka pokryte zimą jest cudowny. W czasie jazdy słuchamy genialnego wykładu prof. Woydyłło o tym jak się nie zamartwiać. Walczę z takimi myślami, które falami mnie nachodzą i muszę to przezwyciężyć. Pierwszy przystanek w Ostrawie, w Cokafe. Kumpel z pracy mi podpowiedział. Myślałem, że w Ostrawie mamy już wszystko "zaliczone" i normalnie bym tam nie stawał, a tu proszę. Wojkowice, teren po hucie (chyba), byliśmy kilka lat temu. Teraz jakieś zawody rowerowe. Wiecie co? -8 i naprawdę czuć mróz a telewizja, samochody i się bawią. A my na kawę. Dobra, ale bez szału. Fajne miejsce, by się zatrzymać i coś ciepłego wypić. Jest już po południu, więc jedziemy dalej. Stará Ves nad Ondřejnicí - ładny zamek, w którym dziś znajduje się urząd. Robimy rundkę dookoła i do auta. Zima! AI podpowiedział mi, aby zajrzeć do Pribor. Więc jest na naszym planie. Kolejna cicha spokojna mieścina. Tutaj dopiero czuć mróz. Rynek spokojny z rozlatującymi się niektórymi kamienicami, jakiś kebab, są kawiarnie, w których siedzą ludzie i ładnie pachnie obok nich kawą. Zaciekawił nas kościół za rynkiem, niestety zamknięty. Pochodziliśmy i do auta. Przed nami top3! Stramberk. Celem jest podobnie jak do tej pory - spacer po wiosce. Ciężko tam zaparkować, ciasne miasteczko, parking jest nieco niżej po przejechaniu rynku, ale i tak ciasno. Miasteczko ma swój klimat i motyw przewodni - "uszy" piernikowe. Trochę ludzi się krząta po miasteczku, lecz roku temu było ich więcej, gdy szliśmy na zamek. Na rynku wiele restauracji i miejsc do spania, jest też kościół, w którym trwały przygotowania do koncertu. Spędziliśmy w Stramberku jakieś 40 minut. Mamy poczucie, że potencjał zimowy tego miejsca się wyczerpał, ale nie rowerowy! Jest tu gdzie jeździć. Jedziemy do mojego ukochanego miejsca - Hukvaldy, "dwie drogi na krzyż", takie to miasteczko, ale ma jakąś dziwną energię, że mnie tam ciągnie i się podoba. Genialna restauracja, pani pyta, czy mamy rezerwację - "nie" - odpowiadam, 2 sekundy napięcia... aż wskazuje nam miejsce, gdzie mamy usiąść. Niemal pełny lokal, jedzenie wyborne. Rok temu jak to odkryłem, to zaraz rezerwowałem noclegi na lato. A obok... "raj na ziemi", tak się nazywa kawiarenka. Tam zgodnie z planem - chill. Z głośników leci Roxette, choć smooth jazz pasowałby lepiej do zimowej pory. Za oknem bez zmian - mróz, jest ciemno, po godzinie 18, ciepło w środku, przytulnie... zamawiamy drugą dziś kawę. W lokalu raptem kilka osób, jest świetnie. Dopinamy plany na wiosenne wyjazdy na Kaczawę. Planowanie podróży mnie uspokaja i przenosi w cudowne miejsca. Zasiedzieliśmy się, ale warto było. Miasteczko jest ciche i puste. Kościół wybija 18-tą, gdy opłacam parking. Do Cieszyna mamy godzinę, ale po drodze jedno takie miejsce z Billą. Tam się zatrzymujemy i jak zawsze coś fajnego kupujemy do domu. Cieszyn - klasyka. Szwendanie uliczkami. Idziemy niemal jak po sznurku. Fascynuje mnie to, ile małych sklepików tu jest. Nie są to luksusowe towary, ale ładnie wyeksponowane, cenowo dopasowane do klientów, różnorodne. I tak sobie funkcjonują. Jest biblioteka na Głębokiej, księgarnia przeniosła się nieco niżej. Są kawiarenki, które - szkoda - są czynne do 18 lub 19. Jest to coś, co nas ciągle do tego miejsca ciągnie. Jakby się opierało temu pędowi wielkich miast do nowoczesności. Idziemy na zamek. Myślę sobie, a co jak nie będzie Laji? Jakoś ciemno tam. Najpierw idziemy dookoła rotundy, popatrzeć na miasto. Zbliża się 20-ta. Laja - punkt kulminacyjny tego i każdego cieszyńskiego wyjazdu. Jest otwarte! Siadamy tam, gdzie zawsze, zamawiamy yerbę i herbatę z dwóch księżyców, tablet mimo że ma 2% baterii trzyma i przeglądamy materiały na wyjazdy, te kaczawskie i już pierwszy raz na ten planowany wielki pod koniec roku. Oby się to nam ładnie ułożyło w tym roku. Z głośników nie leci tym razem tybetańska muzyka medytacyjna, a hity z lat 60-tych. Co to był za dzień! wracając niemal jak zawsze słuchamy audycji Nautiliusa jadąc ciemnymi ulicami i kończymy wykład pni profesor. Piękny dzień!

Zdjęciowo - już nie spaprałem sprawy, karty, baterie w aparacie. Obiektywowo 28mm i 50mm Pentaxa. Obiektyw NIkona mi zamarzł, zaślepki nie dało się odkręcić. 

winter 01 winter 02 winter 03 winter 04 winter 05 winter 06 winter 07 winter 08 winter 09 winter 10 winter 11 winter 12 winter 13 winter 14 winter 15 winter 16 winter 17 winter 18 winter 19 winter 20 winter 21

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz